rzadko wychodzę poza obręcz kilkunastu metrów od ogrodu. dziś, napędzona sprawami pilnymi do obgadania z urzędem, /bo nie powiem, że sprawami do załatwienia. nie da się. to etap na którym nie podejmuje się decyzji bo nikt nie proponuje rozwiązań przedkładając ponad porozumienie żądania niemożliwego/ wsiadłam do autobusu zaopatrzona w tłum gapiów /czy oni wszyscy wiedzą?/ i kilka książek, jakby podróż naznaczona była długoczasowością. a przecież nie, zaledwie kilka przystanków. usiadłam. obok mnie pani z dziewczynką w wieku przedszkolnym. mówiącą dziewczynką.
- mamo, a czy nasz dom jest stary?
- tak
- starszy od ciebie?
- nie, ale od ciebie tak, jeszcze cię nie było jak go wybudowaliśmy
- nie było mnie? /zdziwienie na miarę Oscara/ a gdzie byłam?
cisza. bo co powiedzieć dziecku, kiedy nie tylko dziecko słucha.
nie oczekiwałam szczerości. nie w tłumie. ale inni pewnie tak. szczególnie młodzieniec z piórkowym wąsem. i pani w berecie z śmiesznie wykrzywioną antenką na jego szczycie. jakby odbierała fale radiowe i przekazywała do wiadomości publicznej co i o czym, tu i wszędzie mówią ludzie.
cisza. bo co powiedzieć dziecku w tłumie niedowiarków.
bajkę. nachylam się do małej i najciszej, w miarę możliwości słyszalnie, z wzrokiem wlepionym w zdziwioną mamę, szeptam:
- w krainie wróżek. byłaś w krainie wróżek. a jak już się znudziłaś skrzydełkami, przybiegłaś na górę śmiechu i wypowiedziałaś życzenie. chcę do mamy i taty. i pojawiłaś się, najpierw w małym ziarenku, jak wszystko na tym świecie. a kiedy urosłaś tak że w brzuszku mamy było juz za ciasno dla ciebie, wychyliłaś główkę, zobaczyłaś jak tu pięknie i już byłaś w objęciach mamy.
cisza. bo chociaż nachylali się do nas jak mogli, nikt poza mną i małą nie mógł usłyszeć skąd się biorą dzieci. przezabawne. dorośli wiedzą lepiej a i tak są ciekawi co o tym sadzą inni, szczególnie niedorośli.
- mamo, jak nam się znudzi dom, zabiorę was do krainy wróżek. tylko jak ja was wszystkich zmieszczę w takich malutkich drzwiach.
cóż. zbagatelizowałam wyobraźnię dziecka. co raz dostaję po głowie za opowiadanie podobnych historii wnukom. ale teraz, mogłam się wymigać. mam wrażenie że zainspirowałam mamę dziewczynki do opowiedzenia jak to było na prawdę.
ach, to piękna opowieść choć dla małych chłopców racze:))))
report
:)
report
:)
report
:)
report
cud poczęcia / narodziny / w zwierciadle nieco krzywym / :)
report
:)
report
bardzo mi się podobała twoja opowieść, pewnie w zależności od pory dnia i aktualnego ustawienia anteny czytającego różne fragmenty oświetlają się bardziej; mnie teraz rano, już po pierwszej porcji sobotnich gospodarczych zajęć, zafrapował fragment "(...) usiadłam. obok mnie pani z dziewczynką w wieku przedszkolnym. mówiącą dziewczynką.". Mówiącą dziewczynką - bo można szczebiotać, pytlować, nudzić, smędzić , a można też MÓWIĆ. Super kondensatowe jest to określenie "mówiąca dziewczynka", bardzo mi pasuje. Pozdrawiam Marzena :)
report
tak, super spostrzeżenie Aniu. dziękuję, że czytasz. A wiesz, zainspirowała mnie Twoja opowieść, zainspirowała do wspomnień :)
report
:) ciekawie się złożyło, że obu nam spotkanie z mówiącymi dziewczynkami przyniosło owoce
report
:)
report
dzieci są zabawne i potrafią zaskakiwać, myślę że mama była dumna :))
report
chyba tak :)
report