|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (511) Proza (226) Dziennik (9) Fotografia (279) Grafika (73) Książki (14)
O autorze Znajomi (1) | |
otwieram oczy
znów jest dwudziesty dziewiąty stycznia szósta rano
pod czaszką dym naftalina pokaleczone przenośnie
słowa których nie mam odwagi wyrzucić
na długie godziny zamykam się w szafie
czasami próbuję mówić do ściany
wieczorami płaczę piję coś czai się
w meblach w ścianach w krtani pod skórą
w kawie coś przenika dom moje żyły
coś kiełkuje po kilku sekundach usycha
nie pozwala mi pisać wierszy
czuję to gdy przeglądam się w szybach
zamykam oczy
wiem że jutro obudzę się
dwudziestego dziewiątego stycznia
i nie będzie mi dane
wyzdrowieć
normalnie "Dzień świstaka" :)
zgłoś
I jest wiersz.
zgłoś
Niestety, nie dzień świstaka, - raczej (oczywiście pozorna) powtarzalność tego samego dnia miała być metaforą żałoby. W swój najnowszy tekst wplotłem ,,najczarniejszą" datę.
zgłoś
skojarzeniem chciałam zniwelować tę niemoc płynącą z wiersza, ten brak nadziei - sorry
zgłoś
Dobrze, to ja sorry, że się tak wywewnętrzniam :) :) Ale tego dnia mój świat spłonął :(
zgłoś