Dwa- dziewięć

otwieram oczy
znów jest dwudziesty dziewiąty stycznia szósta rano
pod czaszką dym naftalina pokaleczone przenośnie
słowa których nie mam odwagi wyrzucić
 
na długie godziny zamykam się w szafie
czasami próbuję mówić do ściany
wieczorami płaczę piję coś czai się
w meblach w ścianach w krtani pod skórą
w kawie coś przenika dom moje żyły
 
coś kiełkuje po kilku sekundach usycha
nie pozwala mi pisać wierszy
czuję to gdy przeglądam się w szybach
 
zamykam oczy
wiem że jutro obudzę się
dwudziestego dziewiątego stycznia
i nie będzie mi dane
wyzdrowieć

gabrysia cabaj
9 marca 2011 o 21:11

normalnie "Dzień świstaka" :)

zgłoś

Jarosław Trześniewski
9 marca 2011 o 21:13

I jest wiersz.

zgłoś

Florian Konrad
9 marca 2011 o 21:41

Niestety, nie dzień świstaka, - raczej (oczywiście pozorna) powtarzalność tego samego dnia miała być metaforą żałoby. W swój najnowszy tekst wplotłem ,,najczarniejszą" datę.

zgłoś

gabrysia cabaj
9 marca 2011 o 21:47

skojarzeniem chciałam zniwelować tę niemoc płynącą z wiersza, ten brak nadziei - sorry

zgłoś

Florian Konrad
9 marca 2011 o 22:02

Dobrze, to ja sorry, że się tak wywewnętrzniam :) :) Ale tego dnia mój świat spłonął :(

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się