Cantobiografia jętki

spotkałem go nad ranem. spuchnięty
usta były wylęgarnią jednodniowych przekleństw
gorzkim, niespełnionym morzem
paluchy z brudu i złota, czarne pierścionki
 
cholerny początkujący demonofil, wędrowny mistyk
pewnie znów wywoływał gorycz różdżką (tfu, na krew mu urok!)
ciało miał z dzikiego bagna, z młodej śliny
pełne niebieskiego kaca
 
chwiał się, mamrotał coś do siebie, a słowa sunęły
ruchem pełzakowatym, zawracały kijem wino
 
w oczach szkło. minął mnie, chyba nie zauważył
powoli zmieniał się w wodę
 
wylałem go na piasek
już nie odrósł

Waldemar Kazubek
9 marca 2011 o 13:16

Wczoraj się mniej więcej tak czułem, fragmenty tego tekstu bardzo do mnie przemawiają.

zgłoś

Florian Konrad
9 marca 2011 o 19:36

Współczuję, P. Waldemarze :)

zgłoś

gabrysia cabaj
9 marca 2011 o 19:41

Waldemar K. był śledzony - prosty wniosek z wiersza:)

zgłoś

Florian Konrad
9 marca 2011 o 20:07

Nieee, to nie o Nim :)) Ale czy ten napotkany w wierszu pan był uosobieniem, widmem kaca czy uzależnienia- nie ujawnię :)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się