|
| Krzysztof Kaczorowski (papayaii) |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (88) Fotografia (1)
Pocztówka poetycka (1) O autorze Znajomi (7) | |
Włóczyłem się bezmyślnie po ulicach bezimiennych.
Pukałem od drzwi do drzwi, obojętnych a otwartych.
Ściśnięty sznurem z upływających sekund daremnych.
Nieprzytomnie wgapiony poza horyzont rozwarty.
Popychany nurtem niemocy, bez wzrocznie uparty,
porzucony między ucieczką a poszukiwaniem.
Przypadły mi do gierki w życie naznaczone karty.
Przyszły – być może – z nieświadomym ojcowskim rozdaniem.
Dziś dorosły nie mam dyscypliny, gdy nie ma bata,
na mych bezimiennych ulicach, wciąż to samo czynię.
Ze strachem lecz też i z odwagą – gubię z oczu kata.
Nadzieją przyszłość widzę – z ojcem. Przy najlepszym winie.
Radość
styczeń 2010
lubię czytać wiersze, szczere aż do bólu, które nie są stylizowane i udziwniane. ten jest jednym z takich, które czuję - jest poezja - pozdraviami uśmiecham:)
zgłoś
Podzielam zdanie koleżanki wyżej. Do poprawy tylko czwarty wers drugiej strofy (łamie rytm). I może zamiast: bez(wzrocznie):Popychany nurtem niemocy, nie widząc uparty... Pozdrawiam :)
zgłoś