Tomkowi
w deszczu do mnie na koniec miasta
przyjedziesz
pończochy jeszcze zdążę podciągnąć
otulę sie jaśminem jak lubisz
a żona w domu zrozumie zmęczenie
bez pocałunków róż i wina
to niepotrzebne zostaw za drzwiami
przyjdziesz niespełniony i chciwy jak zwierzę
piesek potulny wtulony w piersi
nie lubisz jak drapię bo śmieją się z ciebie w pracy
uśmieszki kolegów nieznośne i żona
jak wytłumaczysz nie pyta już nawet
o niej mi mówisz ja mówię o wierszach
o książkach piosenek słuchamy wspólnie
i zielonym autem wyruszamy w pejzaż
gdzieś w pola czy lasy a póżniej do mnie
w śmietniku przy łóżku zużyte prezerwatywy
w pościeli gdzieś jeszcze są ślady po tobie
i nocą wilgotną zagłębiam się dłońmi
by odkryć na nowo siebie
Rytm prawie jak w wierszach rymowanych - słychać wyraźną melodię słów, choć nie do końca, ale to nie wymóg. ;) Natomiast popraw - "nie potrzebne" na "niepotrzebne" i literówkę "o ksiązkach". ;) Mam sugestię poza tym - zmień szyk pierwszego wersu, bo brzmi sztucznie "w deszczu do mnie na koniec miasta przyjedziesz". Dałabym - przyjedziesz do mnie w deszczu na koniec miasta. Lepiej współgra wtedy rytmowo z następnymi wersami. ;) Dobrego. :)
zgłoś
tak czytam i czytam i przypomniała mi się przedwczorajsza rozmowa z moją koleżanką..."drań! zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że jego żona jest w ciąży..."wcześniej słyszałam historię pełną uniesień, niemal autentyczną. tekst bardzo przekonujący. pozdrawiam
zgłoś