14 grudnia 2010

poezja

Saranova
Saranova

percepcja

na jawie pustą szarość dni zatruwa
odór śmietniska porzuconych nadziei
brzęczącego natarczywymi wyrzutami
za głupi lęk przed realizacją marzeń
 
sen otwiera obrazów barwne albumy
przeglądane w pasmach nastrojów
zaznaczonych na czarnej skali niebytu
porozumiewawczym mruganiem gwiazd
 
żaden z pięciu zmysłów nie ujawni
pory na ostateczną rezygnację
a ten szósty umocowany nieoficjalnie
wciąż tylko mami odmianą losu
 
już czas by posługując się odwagą
zamiast niepewnych przesłanek
dokonać wyboru właściwej chwili
na indywidualny koniec świata

Withkacy
14 grudnia 2010 o 20:51

Bardzo mi8 sie podoba

zgłoś

Towarzysz ze strefy Ciszy
14 grudnia 2010 o 22:02

czuc jak drza indywidualne swiaty. a zaden z nich nie jest nieskonczony...

zgłoś

Margot
15 grudnia 2010 o 17:00

Wiersz mi się podoba, poza jednym słowem: mami. Mam na nie alergię, ale to już całkiem inna historia :). Pozdrawiam :)

zgłoś

PanJabol
18 grudnia 2010 o 16:59

lekko pachnie autodestrukcją. jestem na tak.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się