na jawie pustą szarość dni zatruwa
odór śmietniska porzuconych nadziei
brzęczącego natarczywymi wyrzutami
za głupi lęk przed realizacją marzeń
sen otwiera obrazów barwne albumy
przeglądane w pasmach nastrojów
zaznaczonych na czarnej skali niebytu
porozumiewawczym mruganiem gwiazd
żaden z pięciu zmysłów nie ujawni
pory na ostateczną rezygnację
a ten szósty umocowany nieoficjalnie
wciąż tylko mami odmianą losu
już czas by posługując się odwagą
zamiast niepewnych przesłanek
dokonać wyboru właściwej chwili
na indywidualny koniec świata
Bardzo mi8 sie podoba
zgłoś
czuc jak drza indywidualne swiaty. a zaden z nich nie jest nieskonczony...
zgłoś
Wiersz mi się podoba, poza jednym słowem: mami. Mam na nie alergię, ale to już całkiem inna historia :). Pozdrawiam :)
zgłoś
lekko pachnie autodestrukcją. jestem na tak.
zgłoś