Prose

LittleDiana
PROFILE About me Forums (2) Prose (20)



5 june 2021

Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty: Sarna

Tak, zgadza się – znowu nie pojechałam. Nawet nie wiecie jak wtedy byłam wściekła! Najgorsze jest to że jednak byłam już w drodze a musiałam się zwyczajnie zawrócić. Zaraz wszystko wam opowiem. W sumie to już teraz. Zacznę od soboty. W sumie to mogłabym pisać. Miałam dużo czasu i praktycznie żadnych obowiązków. No, ale nie napisałam bo szykowanie się! Szkoda że te „szykowanie się” odnosiło się tylko do umycia. Pakowaniem i tak zajmowała się głównie mama. Dwa czy trzy razy zaproponowałam pomoc, ale na nic to się zdało. Rodzicielka uważa, że ona to równo poukłada, a ja to zaraz zrobię z tego nie wiadomo co. Prawdę mówiąc to proponowałam pomoc chyba tylko po to by nie mieć większych wyrzutów sumienia. Tak naprawdę jej odmowę przyjęłam tak z ulgą. Z drugiej strony nie potrafiłam się skupić na nawet oglądaniu seriali. Za to siedziałam sobie na czaterii jako moje najnowsze atler ego – Aurelia. Aurelia ma osiemnaście lat, tak samo jak ja chodzi przy kulach, ale przy tym jest bardzo wierzącym Świadkiem Jehowy. Specjalnie weszłam na pokój „Religie” i zaczęłam nawracać ludzi na czacie głównym. Przyciągnęło to wiele ludzi w tym jednego prawdziwego Świadka. Chyba dobrze jestem naszpikowana treściami Odstępców (byłych Świadków) bo dobrze odnalazłam się w realiach, specyficznej nowomowie itp. A co do zdjęć to były moje tylko że przerobione w specjalnej, dość znanej aplikacji -„FaceApp.” Serio, można tak tam zmienić wygląd że faktycznie można być nie do poznania. O ile Natalia która mi tą aplikację poleciła to raczej postarza swoją twarz na tych zdjęciach, bo podobnie jak ja wygląda młodo jak na swoje lata, to ja robię dokładnie odwrotnie. Przedłużam włosy, co prawda bardzo je ściemniam,ale za to dodaje hollywoodzki uśmiech i jeszcze bardziej odmładzam swoją twarz i tadam! Wyszła Aurelia. W innej aplikacji dodaje też różne filtry zmieniające odcień tła czy takie dodatki jak tiara księżniczki, i tak zabawa się kręci! Bardzo lubię takie akcje.

No dobra, to przejdźmy do niedzieli i naszego feralnego wyjazdu. Obudziliśmy się o piątej. Norbert i tak narzekał że za późno. Musieliśmy się zrywać z łózek. Praktycznie nie miałam czasu na nic poza toaletą, ale i tak wyszło że wyjechaliśmy tuż przed szóstą. Przecież bagaże kule i prowiant same się nie włożą. Z racji że wyjechaliśmy tak wcześnie to i na śniadanie nie było czasu. Jednakże nasz kierowca był głodny. Ja w sumie trochę też. Postanowiliśmy się zatrzymać jeszcze w Maku w naszym mieście. Już wtedy z ciemnych chmur lał dość potężny deszcz. Bez stale włączonych wycieraczek nie obyło się nawet na postoju czekając na jedzenie. Śniadaniowa oferta nie była zbyt ciekawa. Postanowiłam zrezygnować wtedy na chwile z diety i zamówiłam sobie tost z serem i bekonem. Do tego podkradłam młodemu trochę frytek. Po takim czasie smakowały nieziemsko! Co do tosta to dobry był tam tylko bekon. Ser był strasznie sztuczny w smaku. Po odbytym na parkingu posiłku ruszyliśmy dalej. Deszcz nie ustawał, więc Norbert nie rozpędzał się zbytnio jak to zazwyczaj miał w zwyczaju. Byliśmy już pod Lublinem. Młody zauważył że przez drogę przebiega sarna. Oczywiście się zatrzymał. Rozejrzał się dokładnie po drodze. Kiedy upewnił się, że nic po szosie nam nie biegnie to ruszył bardzo powoli. Następnie wszystko potoczyło się tak szybko, że mój mózg nie do końca ogarniał co się działo. Ni z tego ni z owego na szybie pojawiła się duża brązowa plama która zaraz potem znikła. Ja jedynie odruchowo zdążyłam odwrócić głowę w bok. Kiedy wyszłam z tej pozycji i znowu skierowałam swój wzrok na szybę przednią to była ona widocznie popękana. Na szczęście nie pękła, więc jedynie malutkie drobinki szkła przedostały się do samochodu nikogo nie raniąc. Usłyszałam klniecie Norberta a to nigdy nie oznaczało pozytywnych wieści. Zresztą trudno się dziwić. Stanęliśmy na uboczu. Okazało się, że błotnik oraz boczne lusterko od strony kierowcy również ucierpiały w wypadku. Jasne już było, że trzeba się będzie wracać do domu. Już wtedy czułam ucisk w brzuchu a pod powiekami łzy. Wiedziałam jednak że to nie jest czas na moje histerie. Zresztą nie było przecież wiadomo czy tego dnia po prostu nie wrócimy się do domu i pojedziemy innym autem. Mama już protestowała, że nie jedzie się w ten sam dzień w którym był wypadek bo to przynosi pecha. Ja coś tam majaczyłam, że nawet jak trzeba będzie odwołać turnus to będzie okej. Starałam się tak naprawdę tak myśleć, ale coraz bardziej rzeczywistość do mnie docierała. Narastała we mnie frustracja że kolejny turnus nie dojdzie do skutku! W głowie już wymyślałam treść wiadomości które będę wysyłała między innymi do Ady, Sary czy Marcelego. Najgorsze jednak było w tym wszystkim to, że samochód nie był nasz tylko Ignacego. Norbert strasznie bał się gniewu starszego brata, szczególnie że szyba była niedawno wymieniana. Jednocześnie nie przeszkadzało mu to obmyślać planu jak to pojedziemy następnego dnia na turnus. Ja w końcu nie wytrzymałam i odkrzyknęłam, że skoro tak to w ogóle jechać nie chcę. Prawdziwy powód był taki że byłam już trochę rozżalona całą sytuacją, a trochę też bałam się, że jak w poniedziałek wejdę do ośrodka to zesztywnieje na sam widok innych ludzi. Prawie się pokłóciliśmy się w tym samochodzie, no ale nic. Po drodze jeszcze zaatakowaliśmy auto, niech przynajmniej tyle z tego Ignacy ma. Wróciliśmy do domu. W sumie nie pamiętam jak doszłam do mojego pokoju. Wiem tylko tyle że w kuchni mama zdjęła mi buty. Natomiast w pokoju udałam się od razu do łózka nie zdejmując nawet bluzy. Łzy od razu zaczęły mi cieknąć ciurkiem. „Dlaczego?! Dlaczego nie mogę teraz najnormalniej jechać na turnus i cieszyć się że poćwiczę i zobaczę Adę i Pawła?! To niesprawiedliwe!” - Tylko te myśli huczały mi w głowie a z moich oczu nadal płynęła słona woda. Poczułam nawet w pewnym momencie że od płaczu zaczęły mnie piec policzki, a głowa boleć. Cały dzień praktycznie byłam odrętwiała. Kiedy nie płakałam to albo żaliłam się na reddicie, ewentualnie gapiłam się w sufit. Nic nie jadłam, a w toalecie byłam tylko raz. Napisałam oczywiście wiadomości do wyżej wymienionych terapeutów. Ogólnie odpowiedzi zwrotne były takie, że szkoda że mnie nie będzie, ale dobrze że nic mi się nie stało. Jednak nie potrafiłam tego docenić. Pożaliłam się też Natalii która wyraźnie się martwiła tym że tyle płaczę. Najbardziej mnie wkurzyło to, że pomimo iż Ignacy zaoferował że zawiezie nas, ale innym samochodem tego samego dnia to mama zwyczajnie się się zgodziła, bo szczotka jej spadła i to znaczy że to przyniesie pecha! Czułam wtedy że wszystko jest ważniejsze ode mnie, wzmogło to tylko moją rozpacz. Dopiero pod wieczór byłam w miarę do życia. Nadrobiłam ulubiony serial,ale bez przekonania. Dopiero następnego dnia potrafiłam się podnieść z łózka. Mama chciała jechać, ale żaden z braci już nie miał czasu. Norbert musiał gnać do szkoły bo przez podobno moje nieudolne siedzenie na lekcjach jest niekwalifikowany z trzech przedmiotów. Po prostu do tych lekcji nie było odnośników na planie lekcji, więc nie mogłam wejść w nie wejść, a teraz ma pretensje do mnie. Było samemu pilnować. Ignacy natomiast musiał po prostu pracować. Tego dnia natomiast byłam już w stanie wywlec się z łóżka i wypić moje mleko z kawą. Podsłuchałam przy tym rozmowę Renaty z mamą. Całkiem możliwe wtedy było że nie pojadę nawet na ten turnus pod koniec czerwca! Wszystko dlatego że brat Renaty hajta się na początku lipca, a trzeba z kimś było zostawić małą. Kiedy mama powiedziała, że mamy turnus to Renata wyskoczyła z tekstem :
- No tak, wiemy, damy sobie radę, ale Lenka najlepiej czuje się u Ciebie….
Po tym tekście już wiedziałam, że trudno będzie jej odmówić i wszystko pójdzie w las. Dopiero krótka rozmowa z Adą mnie uspokoiła. To ona mówiła, że nie ma co się martwić, wkrótce się spotkamy, że będzie dobrze. Że zawsze jakiś termin da się wymyślić, i że będą na mnie czekać. Podobno Paweł dodał też że dobrze, że nie byłam na miejscu sarny. Przyznam, że nawet mnie to rozbawiło.
Żeby rozwiązać problem z turnusem i pilnowaniem małej napisałam do ośrodka czy dałoby się przyjechać na turnus który zaczyna się po turnusie który jest teraz. No i wczoraj w końcu odpisali, że właśnie wtedy zwolniło się jedno miejsce! Ja uradowana napisałam że biorę i zapytałam czy w takim układzie trzeba wysyłać tą kartę terapii, szczególnie, że mi drukarka za bardzo z moim komputerem współpracować nie chce. Pomimo braku odpowiedzi nie przeszkadzało mi się to pochwalić Marcelemu, Sarze i Adzie. Tej ostatniej to prawie przez cały dzień wysyłałam wiadomości pełne ekscytacji,więc pewnie ma mnie dosyć. Okazało się, że przez pierwszy tydzień jej nie będzie bo ma ostatni tydzień kursu. Dowiedziałam się jednak że na jej miejsce przyjdzie dawny pracownik – Filip. Zapytałam czy nie będzie na mnie zła, powiedziała, że nie. W sumie odetchnęłam z ulgą. Mama to już namawia mnie na pojechanie w sobotę, bo turnus zaczyna się trzynastego czerwca! Mam dość jej wiary w przesądy. Zabrało mi to trochę turnus na którym miałam być.

A co robiłam w Boże Ciało? W sumie to z samego rana złożyłam życzenia Elce bo to był dzień jej ślubu. Biedaczka miała być już mężatką rok temu, ale musiała przełożyć całe wydarzenie bo wtedy zaczął się u nas właśnie cały ten wirus który opanował naszą planetę. No ale w końcu się udało.
Pod koniec kwietnia natomiast Weronika urodziła drugiego synka. Młody ma na imię Antoni i moja rodzicielka stwierdziła że to najlepszy moment by zobaczyć malca. Więc ruszyliśmy do cioci. Ciocia i kuzynki również mieszkają na wsi, lecz o wiele bardziej zaludnionej niż nasza. Tam dom stoi praktycznie przy domu. Po drugiej stronie ulicy znajdują się natomiast sklep spożywczy, fryzjer i pralnia. Przez ulice natomiast co chwile jeździ jakiś tir czy inny samochód. Moje kuzynki nie miały zamiaru mieszkać daleko od mamusi więc mieszkają po sąsiedzku z własnymi rodzinami. I to w domach stojących tuż obok domu ich rodziców. Weronika wynajęła dom po lewej stronie a Sylwia kupiła ten po prawej. Co prawda Weronika buduje się jeszcze w innej wsi, no ale mają dopiero fundamenty wylane, więc jeszcze trochę tu pomieszkają. Kiedy dotarłyśmy dziewczyn jeszcze nie było, bo wyszły na spacer. Za to ciocia pomimo że jest niższa nieco ode mnie to pomogła mi wyjść z samochodu. Nie wchodziłyśmy nawet do domu. W przydomowym ogródku czekał na nas rozścielony koc, ławka, dwa krzesła oraz huśtawka. Na początku siedziałam na kocu, ale nie było mi do końca wygodnie, bo nie miałam się o co oprzeć przez co się krzywiłam dość mocno. Mama zaproponowała mi więc przesiadkę na huśtawkę. W sumie nie była jakaś rozbujana a naprzeciw były mama i ciocia więc, nie było się czego bać. Siostry cioteczne nie dołączyły od razu. Musiałam więc słuchać wywodów kobiet na życie. O tym że po pięćdziesiątce to już niewiele tego życia zostało, że remontować to im się już nie chce, że to co za życie z tymi chłopami. Zgodnie też narzekały na swoją siostrę której nie było na tym spotkaniu. Zarzucały jej ciągłe narzekanie swoją drogą. Kolejną sprawą do omówienia już ważniejszą była sprawa babci. Staruszka jest dobrze po siedemdziesiątce i powoli już nie daje rady sama funkcjonować. Na mojego wujka czyli syna babci średnio można liczyć bo to stary kawaler z duszą lekkoducha który potrafi zniknąć z domu nawet na parę tygodni. Ciocia by najchętniej widziała ją w swoim sąsiedztwie ponieważ jeden z tamtejszych sąsiadów się wyprowadza. Nie widzi natomiast babci w swoim własnym mieszkaniu, szczególnie z wujkiem. Za mało byłoby tam dla wszystkich przestrzeni. Ja w sumie milczałam, bo nikt mnie o nic nie pytał a na wyżej wymienione tematy totalnie nie mam opinii. Jedynie asertywnością wykazałam się przy tym gdy siostra mamy proponowała mi wspólnego napicia się wina domowej roboty. Na nic się zdały wyświechtane argumenty typu „ Z ciocią się nie napijesz?” Odpowiedziałam, że wszystko, ale nie to. Byłam dumna z własnej stanowczości. Nienawidzę alkoholu w jakiejkolwiek postaci. Na sam zapach piwa mnie mdli. Dzieciństwo z ojcem który upija się non stop jednak robi swoje. Piłam właśnie jedynie na weselu Weroniki. Wychlałam wtedy z sześć kieliszków wina. Byłam potem nie dość że na kacu alkoholowym to jeszcze na takim moralnym. Złamałam własne zasady i nawet nie smakowało mi to wino. Nie było to niczego warte a na pewno nie tego by słuchać tekstów rodziny pod tytułem „ Ooo, poszalałaś hahaha” Dziękuję, postoję!
W końcu i siostry cioteczne zjawiły się na podwórku. Zostałam wyściskana, chociaż trochę na odległość, ale zawsze. Padały też oczywiście teksty o tym jak dawno się nie widziałyśmy. W sumie to fakt. Ostatni raz u nich byłam zobaczyć synka Sylwii gdy miał jakieś parę miesięcy. A na początku czerwca tego roku skończył już dwa latka i biegał po podwórku z misiem który kupiłam dla jego młodszego brata ciotecznego. Faktycznie dużo czasu minęło. Jednak nie byłam zbyt rozmowna. Nikt też mnie o nic nie pytał. Natomiast zaskoczyło mnie to o czym rozmawiały siostry cioteczne. Sylwia na pytania o drugim dziecku odparła że za nic nie chciałaby mieć córki, marzy się jej za to drugi syn. Weronika jej zawtórowała i dodała że nie wie jak można wychowywać córki i że nie ma co ich rodzić bo kobiety mają ciężej w życiu. Zrobiła mi się autentycznie smutno. Nie jestem jakąś feministką, ale w czym wychowanie córki miałoby być gorsze od wychowania syna? Zresztą same są córkami własnej matki! I co, uważają swoją egzystencję za nic nie wartą bo nie urodziły się mężczyznami? Postanowiłam, że jeśli zmienię swoje nastawienie do macierzyństwa to chciałabym mieć same córki. Walić przejmowanie nazwiska!
A co do dzieci to miałam okazję potrzymać Antosia. Nie prosiłam o to bo po pierwsze mały mnie niezbyt interesował, a po drugie nigdy też żadnego niemowlaka nie trzymałam. Nawet nie miałam okazji trzymać Lenki, więc uznałam że nie umiem. Nie przeszkadzało to jednak Weronice przed podaniem mi małego. Uprzednio położyła go na kocyku i tak mi go podała. Trzymałam go dość mocno, bo bałam się że z moją niezdarnością to jeszcze go upuszczę. Napięcie mięśni tak się włączyło że nogi mi się wyprostowały, jednak podobno trzymałam malca dobrze nawet go trochę pokołysałam. Kuzynka zrobiła mi pare zdjęć telefonem mamy potem jak mi napięcie trochę puściło. Ogólnie to tylko mama ciągle się bała że go upuszczę i nie dam rady. Pokazałam jej że jednak dałam radę. Ciocia mówiła że niby to taki piękny instynkt że tak malca ładnie trzymam. A guzik prawda, malec wcale mnie nie rozczulał. Potrafiłam zauważyć tylko to że ma kozy w nosie i pryszcze od smoczka na buzi. Czekałam tylko na to żeby się rozpłakał. Niestety nic takiego nie nastąpiło. Oddałam niemowlaka jego matce po dłuższej chwili.
Następnie powoli zaczęłyśmy się zbierać, bo już była dziewiętnasta i komary utrudniały wygodne siedzenie na zewnątrz.
W domu od razu wysłałam zdjęcie z Antosiem Adzie. Pochwaliła mnie za samo trzymanie dzieciaka oraz odwagi że robiłam to na huśtawce. Do podobnych wniosków doszli też Natalia, Marceli, Sara i Tośka bo im te zdjęcie wysyłałam.

Być może w następnym tygodniu pojadę znów do galerii handlowej stoczyć drugą bitwę o moje okulary. Jednak zacznijmy od początku. Już gdy tylko pojawiłam się przed galerią w tamten wtorek okazało się, że już wtedy coś nie poszło zgodnie z planem. Koła wózka nie były odpowiednio napompowane przez co pojazd wydawał się cięższy w pchaniu niż był w rzeczywistości. Na początku odwiedziłyśmy Lidl w którym nie robiłyśmy jakiś oszołamiających zakupów. Kupiłam sobie jedynie colę zero bo wyczytałam, że praktycznie nie ma kalorii. Do tego ciasteczka owsiane i parę puszek tuńczyka w oleju słonecznikowym. Oczywiście te wszystkie rzeczy zjadłam dopiero w domu. Następnie niestety nastała wędrówka po sklepach z butami i ubraniami która trwała prawie trzy godziny! Starałam się robić dobrą minę do złej gry, ale strasznie mnie to nudziło. Myślami byłam gdzieś indziej oraz najchętniej położyłabym się w kącie któregoś sklepu i tam zasnęła. Nienawidziłam tego miejsca! Za dużo w nich kolorów, dźwięków, ludzi. Męczy to mój układ nerwowy i sprawia że jestem zmęczona tak jakbym nosiła tonę węgla własnymi rękoma. Już nawet nie komentowałam rzeczy które mama mi kupiła. Sama sobie wybrałam jedynie różową bluzkę z bohaterami anime „Sailor Moon” oraz kolejną butelkę do wody tym razem z rurką. Niestety na koniec wybrałyśmy się do optyka. To nie tak że ogólnie nie chciałam tam iść. Od dawna mierzę się do zakupu okularów bo wada wzroku daje o sobie znać. Niby mam takie, ale dobrano mi feralne oprawki. Mocne, ciemno granatowe. Zdecydowanie postarzają mój wygląd. Mam tą opinię z paru źródeł i z internetu i z osób z realnego świata. Od tamtego czasu szczerze nienawidzę tych okularów i nigdy już ich nie założyłam. Zależy mi więc na okularach które nie postarzają mojego wyglądu o delikatnych oprawkach. Najlepsze byłyby okrągłe lennonki w delikatnych złotych, albo srebrnych oprawkach. Z taką myślą weszłam do sklepu chociaż byłam lekko przemęczona całym otoczeniem. Panie okulistki (?) na mój widok stwierdziły się że dobrze trzymam się jak na swoje lata. Tak,wiem że młodo wyglądam i sama się z tego cieszę, ale mogły lepiej dobrać słowa. Najgorsze było to że chciały mi wcisnąć znowu ciężkie, plastikowe oprawki bo jasne metalowe nie wyróżniają się na tle mojej cery! A może ja nie chcę by się wyróżniały! Chcę by jak najmniej były widoczne a na pewno już nie chcę by mnie postarzały! Panie jednak pozostały nieugięte. Stanęło na tym, że nie wybrałam nic i praktycznie uciekłam z tego sklepu! Nie miałam siły by się kłócić. Elka ogólnie jak się okazało na następnych zajęciach była zniesmaczona zachowaniem tych pań. Według niej do mnie właśnie pasowałyby takie lennonki bo mam okrągłą buzię i małe oczy i ja się z nią zgadzam! Dlatego w następnym tygodniu będę walczyć o swoje okulary!
I tym optymistycznym akcentem kończę notkę.
Trzymajcie się!


list of responded items:

 

choose your artistic answer

 


number of comments: 0 | rating: 0/3 | report | add to favorite

Comments:



other prose: Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dwudziesty: Sarna, Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział dziewiętnasty: Egoistyczna duszyczka, Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział osiemnasty: Najgorsza notka i najgorszy humor., Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział siedemnasty: Panna z chorą głową ., Laura w Krainie Rzeczywistości- Rozdział szesnasty: Wyjątkowo zimny kwiecień., Laura w Krainie Rzeczywistości: Rozdział Piętnasty : Wycieczki wszelakie., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział czternasty: Kwarantanna, koniec bucery i smutek., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział trzynasty: Wielkanoc i sprzeczne emocje., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział dwunasty: Chorowita panienka i manipulatorka, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział jedenasty: Żadna ze mnie bohaterka., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział dziesiąty: Nowa dieta, nowa ja, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział dziewiąty: Moje miejsce., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział Ósmy: Kłamca, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział siódmy: Zimowa awantura, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział szósty: Porzucona, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział piąty: Umowa, Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział czwarty: Nastoletnie życie - Część druga., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział trzeci : Nastoletnie życie - Część pierwsza., Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział drugi: "Wsi spokojna ,wsi wesoła", Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział pierwszy: To skomplikowane,

Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register