nie chcę wchodzić do twojego świata
na oślep, bazgrać czerwienią po ścianach
gdy witam solą i chlebem każdy prześwit
ustawiam stoły. dwanaście talerzy bez dna,
wychodzą z nich twarze. spojrzenia
z których wypełza lęk (zmarłych dusz)
pochłania przecinając żyły
a ja nieśmiało uśmiecham się do grzechu,
do pokuty - dziesięciu przykazań,
szukam resztek tatuaży na twoim ciele
i wznoszę toast za zgorzel w ustach. płonie
nie ma szans na zmartwychwstanie
super
zgłoś
dziękuję Aniu, miło mi :)
zgłoś
:) będzie więcej wierszy?
zgłoś
Oczywiście Aniu :) Tylko muszę się rozgościć :)
zgłoś
jeżeli chodzi o szanse na zmartwychwstanie, to nie przesądzałbym tej jesieni..
zgłoś
Po co cierpieć i zadawać ból ... dziękuję :)
zgłoś
dziękuję, miło mi
zgłoś
Tekst pasuje, myślę że po pewnym liftingu można wyciągnąć z niego jeszcze więcej. Pozdrawiam
zgłoś
dziękuję, pomyślę jeszcze.
zgłoś