|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (114) Proza (94) Dziennik (17) Grafika (1)
Pocztówka poetycka (4) O autorze Znajomi (6) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Skoro nie mam poczucia czasu, pozostało mi tylko smęcić. To wybrzmiewa poniekąd jakimś akordem - nagle, znalazła się powaga, wśród naturalnej pustki. Pewne rzeczy może warto pozostawić w ciszy, skoro już, w swojej małoletniości, się o nich krzyczało. Jakże piękny ścieg zdania. Na czele - cóż, jak to nazwać? Coś przesłania wszelki horyzont. Wymyśliłem więc sobie, że będę walczyć. Po co? Po to, żeby pisać zdania, lapidarne i dźwięczące? Nareszcie, przestałem myśleć o czymkolwiek, choć nie powinienem, skoro tak łaknę wszelkich dyskomfortów. Możliwe, że jestem nieśmiertelny - już kiedyś to pojąłem, przeszedłszy torturę. Jednak na tę chwilę, nie mam ochoty na metafizykę. Wszystko we mnie jęczy, wszystko przeciwko sobie walczy. Pragnąłeś racjonalizmu, tak? A jakże. Jest więc coś podniosłego w tym, że nic mi nie pasuje. Nastroje mijają, człowiek, chcąc nie chcąc, jest zagadką bez klucza, nudzą się widoki z okna, wczorajszy dzień minął, jutrzejszy nie nadszedł, jest tylko plama teraźniejszości. Mogę sobie odhaczyć kolejne rzeczy jako dokonane, choć bynajmniej - nie daje mi to satysfakcji. Tak wygląda jedyna chwila, którą znam, chwila obecna. Być może za jakiś czas dane mi będzie coś sobie przypomnieć, albo coś zaplanować. Sam fakt, że dotarłem do jakiegoś punktu, świadczy za tym, że swojego czasu musiałem wykonać jakąś pracę.
Nie potrafię pojąć, czym jest głębia. (...)
--- cały tekst ---
Kiedy odkryjesz odrobinę melancholijnej radości... nagle jakiś drobiazg przywiedzie cię do pytań bez odpowiedzi - co pomyślisz? Wędrowało się różnymi drogami. Z różnych stron okrążało się egzystencję. Niekiedy wydawało się, że da się to czy coś innego pojąć. Później - znów na rozstajach dróg. Być może piękno jest zapłatą za ból? Może to coś znaczy?
IV.
Czasami mi się wydaje, że w promieniu 30km tylko ja żyję i czuję. Eee, żyją i czują wszyscy. Ale że tylko ja myślę. Nic nie odkryłem, do niczego nie doszedłem. Ale myślę.
V.
D.mi się wydaje cholernie mądrym człowiekiem. On coś wie. Ja tylko myślę, ale on wie. On wie coś, czego ja nigdy się nie dowiem. Tak mi się wydaje.
VII.
Chciałbym, żeby ktoś z moich myśli spisał księgę, bo ja nie potrafię. Może to problem wielu ludzi. Tylko ja wiem, że to, co mówię, nic nie znaczy.
Cicho szemrze stacja - a na dworze jest zimno. Miło zapaść się w ciszę. Dłuto czasu zapada się głęboko i rzeźbi. Rozdać kilka swoich uśmiechów, dostroić swoją cytrę do tkliwego tonu, spoglądać tylko i wyłącznie ze swojej własnej płycizny - jak wodnik mieszkający na pobliskich moczarach. Jest jakieś złożenie, które kieruje ku myślom i słowom uroczystym - są takie, którymi pragnie się obdarować. Na tafli - jakieś kwiaty, a także ci, którym poświęca się uwagę. Mocniejsze, słabsze, przelotne, zaprzeszłe - miłości. Być może, warto było zapaść się na krótki dzień w tę okropną próżnię, by teraz - pokochać te torfowiska. Jak wspomniałem, byłem straszliwie nieszczęśliwy - dobrze, że to minęło. To było złe, ale teraz jest dobre - bo moje. Myślałem jeszcze o czymś, jeszcze coś chciałem powiedzieć. Ach, tak. Wydaje mi się, że życie jest okropnie ciężkie. Niezależnie od tego, czy robi się rzeczy wielkie czy małe, jest okropnie ciężkie.
Jeśli myślimy technicznie, życie jest niepotrzebne. Technika służy bowiem jak najbardziej optymalnym sposobom osiągania celu. Uświadamia tym samym, jak nieporadna i żałosna jest ludzka egzystencja. Wszystko mogłoby się dziać - tysiąc razy szybciej, tysiąc razy precyzyjniej, tysiąc razy bardziej intensywnie. Moglibyśmy stanąć za kulisami Świata i przekształcić go w maszynę doznań. W zależności od nastroju - moglibyśmy to spacerować ulicami XIX w. Paryża, to sączyć drinki na plaży Bahama, a wszystko to bez pośrednictwa komunikacji, ani nawet czasu - to działoby się za dotknięciem guzika w pilocie. Moglibyśmy przez chwilę być wielkimi pisarzami, a gdyby to nam się znudziło - szczurołapami - w przeskoku siedemnastu milisekund potrzebnych do wybrania odpowiedniej funkcji w maszynie doznań. Jeśli Bertrand Russel zastanawiał się, czy to przypadkiem nie jest możliwe, iż Świat powstał 5 minut temu wedle czasu globalnego, zaś jego czas lokalny został zrzutowany aż do Wielkiego Wybuchu? Jeśli-by potraktować egzystencję jako wielki komputer, to istotnie, mógł-by działać w taki sposób.
Po prawdzie, jest to perspektywa, która od pewnego czasu mnie prześladuje. Na ile to możliwe, mogę bowiem stworzyć katalog moich doświadczeń, myśli, przeżytych chwil - czego chcecie, mam przez to na myśli wszelkie te treści, które składają się na życie - i posortować wedle rozmaitych kluczy. Np. melancholia - kiedy (...)
--- cały tekst ---
Życie samo jest ascezą. Nic po tej stronie Śmierci nie daje przyjemności. Ludzie myślą, że gdyby to czy tamto byli-by szczęśliwi. Ale jedyne rzeczy warte świeczki to robota i znoszenie pustki. (Miłość ziemska nie ma sensu.)
A.
Piękne - a więc wywołujące jakiś głęboki oddźwięk. Piękna może być na swój sposób zestetyzowana pustka, kiedy sięgamy martwej natury czeskich impresjonistów. Może to jest podpowiedź, dlaczego powstał Świat? Przecież, jak głosi Pismo - jest dobry. Według uczniów Orygenesa, każda chwila ma podszewkę sensu, to tylko my widzimy czas od dupy strony.
Ja nie mogę pozbyć się wrażenia...
(...)
Czy to kolejny drogowskaz, który przeoczę? Robię teraz próbę - patrzę na rzeczy i myślę sobie - czy chcę, żeby to było. Nie będę kłamał - wiele jest mi najzupełniej obojętnych. Cóż z horyzontu horyzontów, kiedy ja jestem nieszczęśliwy.
Może jestem jakiegoś gatunku owocem, który ma być ściskany, dopóki nie wyda soku - mam na myśli, jako artysta. Zakładając, że to, co robię, ma jakikolwiek sens. Ten sens odkryłbym, gdybym się zachwycił własnym tekstem. Mam na myśli - ja bym go wtedy odkrył.
Odkryję go np. jutro. Albo za miesiąc. Więc co teraz?
(...)
A więc jednak jest to forma epikureizmu. Wysączyć kilka kropel zniechęcenia, posmakować je. Hm. To życie. Smakować wszystko - te wewnętrzne istnienia. Np. teraz czuję dość proste, cielesne emocje. Przed chwilą myślałem o tej martwej naturze i Orygenesie. Wiruje coś we mnie, jak zawsze. To niemalże tkliwe.
Da się osiągnąć taką perspektywę - (...)
--- cały tekst ---
A. Średnio rozgarnięta medytacja
Ładne, piękne, przyjemne - słowa. Słowa odcienie, może z wiórów
wysuszonych. Suszone śliwki,
cierpka kawa,
skoro już nie potrafię się modlić.
wspaniała męczarnia - zabawnych - słowotoków
gdy odnajduje się punkt oddechu, gdzieś poniżej splotu słonecznego, nieco po lewej stronie,
tam jest nicość
ona uświadamia mi
że jestem nicością.
B. Akapity o niczym
I
Góry widzę z okna - od zawsze, a więc przywykłem. Rekwizytów mojej samotności nie będę opisywać, bo i po co? Odruchy nawet nie tak bardzo anankastyczne.
II
W sumie obojętne, co palce wystukają w puste od środka klawisze. Ja też z resztą jestem pusty od środka, i mi też obojętne. To, czy tamto - jakaś stoicka apateja.
III
Jeśli Bóg nieustannie stwarza świat, to po co zdrowy tryb życia?
IV
A teraz jestem wyróżniony znajomością rzemiosła. Człowiek zazwyczaj chce robić coś pożytecznego, o ile nie ma tego wszystkiego gdzieś. Niektórzy mają.
V
W sumie taka Żaluzja z tego wychodzi. Była książka - Żaluzja. Napisał to inżynier. Może w ogóle stworzył taki nurt. Alain Robes-Grillet, jeśli dobrze pamiętam.
VI
Milczenie jest złotem. Bo każdy ma swoją dyscyplinę. W tym sensie (...)
--- cały tekst ---
Lady's Caprice (pseudo-filozofia)
Można upleść kilka wrzecion narracji, wedle której wszystko co złe, bierze się z utraconego dzieciństwa. W Raju człowiek miał wiek dziecięcy, Romantyzm to burzliwe dojrzewanie, teraz mamy jakąś przedwczesną dorosłość. W sumie, wydaje się, ludzkość jako taka wywodzi się z drobnomieszczaństwa, co znaczy, że jej życie nie jest usłane różami. Jeśli w Ewangelii stoi, że mamy stać się jak dzieci, to wychodziłoby na to, że te dzieci są predestynowane do różnych strasznych rzeczy.
Z mojego doświadczenia, nienawidzi się tego, co przeszkadza w zabawie. Zabawa jest pojęciem szerszym niż przyjemność - przyjemność to luksus klasy średniej, kiedy zabawa to forma magii. Jest to z resztą obecne we współczesnej kulturze - tak bardzo potrzebujemy magii, że aż sięgamy po jej namiastkę, tj. ezoterykę, która z resztą nie ma z magią nic wspólnego, przynajmniej jak na mój gust.
Podoba mi się rozmach Huizingi (z resztą z mojego zamiłowania do złotego wieku humanistyki niekiedy z politowaniem patrzę na to, co dziesje się z nią dzisiaj) kiedy pisze o tym, jakoby kultura wywodziła się z zabawy. Zabawa jest na niby, a jednak na serio. Trochę jak u Chestertona - mieszkamy w pałacu ze szkła, i wolno w nim bardzo wiele, prócz kilku drobiazgów, które mogą zachwiać precyzyjną konstrukcją, i sprowadzić katastrofę. (Pomijam to, czego nie wolno, bo mnie to na tę chwilę nie interesuje.)
--- cały tekst ---
Dramat wolności o której pisze Kierkegaard - wszystko mogłoby być zupełnie inaczej. Mógłbym mieć jeden inny gen, mógłbym wyjechać na Pomorze w wieku 16 lat, mógłbym spotkać innych - influencerów - albo żadnych - na mojej drodze. A więc w najszerszym stopniu ogólności to mnie ukształtowało takiego jakim jestem. I co? Zdrowy rozsądek podpowiada uciec w robotę, bo takie myśli - prowadzą do czegokolwiek? W pewnym sensie zasada buddyjska - nie ma tego, to jest coś innego. Ktoś nie przeczyta moich tekstów, to przeczyta inne. Et cetera.
Od czasów Romantyzmu (chodzi mi o autentyczną epokę, która kierowała się jakimiś ideami, nie zaś o formę sentymentalizmu popularną parę lat temu wśród młodzieży) mówi się sporo o indywiduum. Jak już się w to wzrosło, to jest trochę, jak napisał Gabriel Marcel, za którym nie przepadam, ale który miał kilka inspirujących myśli - a więc, o ile do tej pory wychodziło się od bytu, teraz wychodzi się od indywiduum. To widać w niektórych awangardach, jak się bada np. jak się wzorki układają jak się zamknie oczy, a nie to, co te oczy widzą na co dzień. (Szerszy temat ale chodzi mi o co innego).
Skoro indywiduum, to mówi się też o relacyjności. I rzeczywiście - po iluś latach spacerów po takich czy innych teoriach nagle Człowiek doznał olśnienia - jesteśmy istotami społecznymi. Problem tylko w tym, że nie mamy sobie w sumie zbyt wiele do przekazania, i (...)
--- cały tekst ---
"Intelekt przeto, który nie jest prawdą, nigdy tak dokładnie prawdy nie uchwyci, iżby nie dało się w nieskończoność uchwytywać jej coraz dokładniej. Albowiem ma się on do prawdy tak jak wielokąty do koła: choćby się wpisywały w koło coraz większą liczbą kątów i coraz bardziej do niego upodabnialy, przecież nigdy z nim się nie pokryją: nawet gdyby w nieskończoność mnożyć liczbę kątów, nigdy nie wyjdzie z tego ich tożsamość z kołem."
- Mikołaj Kuzańczyk
