3 września 2018
Miazmaty
Dwoistość natury rozpoznawszy w sobie
otarłem z twarzy maskę którą w takim pocie stwarzałem
i na sieć którą sam uplotłem spojrzałem
Jej widok wzbudza wiarę która mnie zniewala wypadłszy w obszar oderwanych podstawowych znaczeń
jawne niejawnym przez napiętnowanie
koronkami marzeń
na moich ołtarzach ofiarne milczenie cicho w niebyt
i już nawet nie krzyczy
zdumiony zapadam się w sobie
nieboskłonu kolory w nieziemii koloryt przemienię
nim spłonie
Upadłe dziecko upadło i kwili
a ja nieświadomy tej najświętszej chwili
Czekam
rozpoznając siebie
Oto nagie dziecię który Wartę trzyma i Pieczę a szlocha żałośnie bezsilnie
i rozpacz moja ucichła
nie warta konania
kiedy w swojej marności I w swej nędzy zdycham gdzieś na rogu duszy i ciała w zaświatach
i patrzę na równie mi obcych złowrogich nienawistnych kochanych
z marności w marność wpadam i ciszy w hałasu cisze jeszcze większą.
W gwałtownych chaotycznych nienazwanych splotach nie-prawdy
zanim przeminą
Czy trwać można inaczej?
17 stycznia 2026
wiesiek
17 stycznia 2026
sam53
17 stycznia 2026
tetu
17 stycznia 2026
dobrosław77
17 stycznia 2026
violetta
16 stycznia 2026
Yaro
16 stycznia 2026
wiesiek
16 stycznia 2026
smokjerzy
16 stycznia 2026
Yaro
16 stycznia 2026
smokjerzy