Zmiana sposobu prezentacji
zbyt zimno w tym domu to nie jest kwestia otwartego okna
razem a z osobna
ulotnościami sennych skojarzeń chorujemy na spadki ciśnień
dostrojone mosty marudzą coś o kamieniach pod stopami ptaki
przestają wić gniazda karta gwarancyjna dawno już wygasła
to nie przypadek to drzwi z napisem czynne całą dobę
zamknięte
zagrałaś aldagio na spalony fortepian sześćdziesiąt dziwięć razy z rzędu
nie myśl zbyt dużo wieczorami zapiski na piaskowych babkach
często ulegają złudzeniom kiedy zamykam oczy blizny pozostają
wciąż czekając na krew kiedyś miałem w ręku brylant ale pozwoliłem
wyślizgnąć mu się jakbym wygrał go w bingo jakby był tylko marnym bazgrołem
na szarości cóż wąskotorowa kolej rzeczy w miejscu po mnie
twój ostatni pociąg teraz to już bez znaczenia padam na pysk tak jest znacznie lepiej
zwichnięte niedziele z rytuałem przy stole zdjęcie schowane w portfelu
w tle trzy ściany czwarta na pustym płótnie gdzie pijane rozmowy do siebie
w zasiegu wzroku malują zziębnięty kominek wywrócony ciepłem do góry nogami
(...)
--- cały tekst ---
jeśli moje dłonie
parzą twoje zwiastują księżyc
gwiazdy podobne na wzór
dotykasz nie śpię
całe miasto chrapie
a do ciebie tak daleko
sąsiedzi już dawno wyszli z siebie
na papierosa
(...)
--- cały tekst ---
kiedy tak cię uwielbiam
nawet nie wiem co mam powiedziecć
po prostu piszę
ot tak sobie
pieszczę w myślach zatracam
wszystkim co mi pozostało
wiesz dobrze
jesteś dla mnie najważniejsza
i wcale nie chcę
(...)
--- cały tekst ---
gdzieś tam gdzieś poza bez tam
horyzontem nogi mają krótkie ręce
cholera niedaleko wyobrażeń myślę sobie
jesteś mi
taka bardzo
potrzebna a nawet jeszcze
berdziej
kocham cię
przechodząc przez otwarte drzwi
zabierz mnie w rozchylone usta
to nie jest manifest
szybowanie ponad światem to próba zarysu
oczekiwań na coś więcej
kiedy w twoich oczach zapisałem swój strach
dziewczyno z bukietem zielonych liści
w dłoniach daj mi skrzydła
bym nawet w gniewie złowrogiej ciszy
wzleciał ponad betonowy chłód
a potem nurkując w azylu pozbawionym łez
stał się poławiaczem twoich pereł
zabłąkany nie pamiętam pieszczot
cieszę się tylko wtedy kiedy czuję
zawieszony w rzeczywistości pod prąd
płynę do ciebie na ślepo
ufając że miejsce w czasie jest możliwe
wiązka brzegu to kuracja odwykowa
tam delikatnie coraz bardziej
reinkarnuję w wierzbę
która nie potrafi już płakać
uciekając bezkresną plażą żeby nie utonąć
na piasku utrzymuję się na leżąco
kochaj mnie tak bardzo chciałbym
być widokiem z twojego okna
w kalejdoskopie wzlatujących ptaków
człowiekiem który bawi się niebem
teraz jem trawę z puszki
ale nadejdzie czas ocaleń
--- cały tekst ---
olka jolka
zapamiętaj
entliczek pentliczek
i co dalej
a ja urwałem się trochę
jak z choinki
cukiereczek mniam
weź w usta
(...)
--- cały tekst ---
