Zmiana sposobu prezentacji
zbyt zimno w tym domu to nie jest kwestia otwartego okna
razem a z osobna
ulotnościami sennych skojarzeń chorujemy na spadki ciśnień
dostrojone mosty marudzą coś o kamieniach pod stopami ptaki
przestają wić gniazda karta gwarancyjna dawno już wygasła
to nie przypadek to drzwi z napisem czynne całą dobę
zamknięte
zagrałaś aldagio na spalony fortepian sześćdziesiąt dziwięć razy z rzędu
nie myśl zbyt dużo wieczorami zapiski na piaskowych babkach
często ulegają złudzeniom kiedy zamykam oczy blizny pozostają
wciąż czekając na krew kiedyś miałem w ręku brylant ale pozwoliłem
wyślizgnąć mu się jakbym wygrał go w bingo jakby był tylko marnym bazgrołem
na szarości cóż wąskotorowa kolej rzeczy w miejscu po mnie
twój ostatni pociąg teraz to już bez znaczenia padam na pysk tak jest znacznie lepiej
zwichnięte niedziele z rytuałem przy stole zdjęcie schowane w portfelu
w tle trzy ściany czwarta na pustym płótnie gdzie pijane rozmowy do siebie
w zasiegu wzroku malują zziębnięty kominek wywrócony ciepłem do góry nogami
tylko w kieszeni jedwabna chusteczka w którą ubrałaś mnie po raz ostatni
zagrałaś
na rozdrożach nie oczekuję cudu
tak wiele mogłaś we mnie
jeśli moje dłonie
parzą twoje zwiastują księżyc
gwiazdy podobne na wzór
dotykasz nie śpię
całe miasto chrapie
a do ciebie tak daleko
sąsiedzi już dawno wyszli z siebie
na papierosa
zamieć płonących
i już wiedzą
z zazdości ten Qtas spot 14
nadstawił ucho
ale ty i tak
dla mnie
jeszcze czasami mi się zdarza
sięgać po tę jasność kiedy w głębinach poezji
zatapiam tęsknotę
wracasz w blasku pieszczę kobiecość
dotykasz i wtedy wiem
jestem
jesteś
w niebie twoje usta usypiam głaszczesz
świeć
kiedy tak cię uwielbiam
nawet nie wiem co mam powiedziecć
po prostu piszę
ot tak sobie
pieszczę w myślach zatracam
wszystkim co mi pozostało
wiesz dobrze
jesteś dla mnie najważniejsza
i wcale nie chcę
więcej to tylko bóg
zrozum iskierko
za ciebie
oddałbym
gdzieś tam gdzieś poza bez tam
horyzontem nogi mają krótkie ręce
cholera niedaleko wyobrażeń myślę sobie
jesteś mi
taka bardzo
potrzebna a nawet jeszcze
berdziej
kocham cię
przechodząc przez otwarte drzwi
zabierz mnie w rozchylone usta
to nie jest manifest
szybowanie ponad światem to próba zarysu
oczekiwań na coś więcej
kiedy w twoich oczach zapisałem swój strach
dziewczyno z bukietem zielonych liści
w dłoniach daj mi skrzydła
bym nawet w gniewie złowrogiej ciszy
wzleciał ponad betonowy chłód
a potem nurkując w azylu pozbawionym łez
stał się poławiaczem twoich pereł
zabłąkany nie pamiętam pieszczot
cieszę się tylko wtedy kiedy czuję
zawieszony w rzeczywistości pod prąd
płynę do ciebie na ślepo
ufając że miejsce w czasie jest możliwe
wiązka brzegu to kuracja odwykowa
tam delikatnie coraz bardziej
reinkarnuję w wierzbę
która nie potrafi już płakać
uciekając bezkresną plażą żeby nie utonąć
na piasku utrzymuję się na leżąco
kochaj mnie tak bardzo chciałbym
być widokiem z twojego okna
w kalejdoskopie wzlatujących ptaków
człowiekiem który bawi się niebem
teraz jem trawę z puszki
ale nadejdzie czas ocaleń
--- full text ---
olka jolka
zapamiętaj
entliczek pentliczek
i co dalej
a ja urwałem się trochę
jak z choinki
cukiereczek mniam
weź w usta
moje słowa
w zamian poproszę tylko
o jeden ocean tam cię ujmę
bliżej ruchów pędzla symetrią kształtomyśli
po wielokrotny krajobraz
powracając do twoich głębin
tymczasem
zaplećmy dłonie
i chodźmy na spacer
nazbierać kolorów na kasztanową zupę
