Zmiana sposobu prezentacji
otworzyłam
swoje niebo
z czułością
przyjęłam do raju
rozkoszowałeś się
każdym
drgnieniem
wtopiony
w czeluść
nieziemską
byłeś
szczęśliwy
po raz
pierwszy
w życiu
wyrzucić z siebie
cały ból
zmusić krzyk
do krzyku
tęsknotę
do tęsknoty
miłość
do miłości
człowieka
do człowieczeństwa
wyrzucić
cały ból
raz
na zawsze.
śnij o mnie
otulę cię
ciepłym słowem
na piersi
wygodnie ułożę
pozwolę marzyć
bezwstydnie
rogrzeję
do czerwoności
karminem ust
cię ugoszczę
aż w końcu
przejdę
od marzeń
po brzeg
rzeczywistości
śnij o mnie.
myśl skieruję
w dobrą stronę
chociaż
dusza moja
kona
tęsknię
do przyjaznych
dłoni
do cudownej
męskiej woni
do ust
co swym
pocałunkiem
upajały
niczym trunkiem
w szufladzie marzeń
na samym dnie
znalazłam ciepłe
spojrzenie twe
podziwiam uśmiech
moc ciemnych oczu
co towarzyszą mi
w dzień i w nocy
utrwalić pragnę
każdą tą chwilę
gdy w brzuchu tańczył
zastęp motyli
i tylko sprawdzę
czy mam wpisane
w podręczną pamięć
nasze spotkanie
między groźbą
a jej spełnieniem
czas zatrzymał się
na pospieszne "zdrowaś "
na spotkanie oczu
na odległość serca
bijącego strachem
między nami
już nic
nie będzie
jak dawniej
Pierwsza miłość
kiedy to było?
spojrzenia nieśmiałe
ty pełen zalet
pocałunki mocne
i rozmowy nocne
czekanie spotkania
fala pożądania
zapatrzeni w siebie
gdy było jak w niebie
aż w końcu odkrycie
jak wygląda życie.
Twe słowa na wiatr rzucone
zbyt mocno w pamięć się wryły
jak uczucie odtrącone
którego chyba nie było
jak piorun co spada z nieba
uderza gdzie mu pasuje
nie tłumacz się nie potrzeba
nie możesz wiedzieć co czuję
kłamstwo to twoja codzienność
nigdy się z tym nie pogodzę
odsuwam na bok tę miłość
wybacz mi że dziś odchodzę
nie chcę już słuchać wywodów
wychodzę nie trzaskam drzwiami
kolejny raz mnie zawiodłeś
od dzis bądźmy znajomymi.
Upadłego anioła
pozbierały czyjeś
dobre dłonie
obolały
ze złamanym
skrzydłem
zniknął w tłumie
czasem spaceruje
zawstydzony
bezczynnością
lecz aniołom
upadłym
nie gipsuje się
skrzydeł.
