Stojąc na szczycie, machając światu,
rozpaczam widząc zniszczenie, bóstwa Zikkuratu.
Alchemia kłamstw, i doza prawdy,
aby uwierzyć, mógł człowiek każdy.
Klękajcie narody, ciałem nie duszą,
nie żyjcie duchem, posiadaniem kuszą.
Capre diem, które " while dies",
tworzy własne "one million lies".
Aby tylko przejść białym tunelem,
kreśli linię, bycia pseudo Führerem.
Trup palcem serdecznym w niebo:
Boga nie ma, zwykłe placebo!
Koniec końców, to on był gekon.
Oświecony lecz nie jasnowidz - biedą.
I już. Lub ożyję znów,
to zależy od typu snów.
Gdy DATABASE ERROR, zabiją bębny.
Dziurawy terror, wyzwoli spisek podstępny.
Ruszą w bój wszyscy gotowi,
by byt lepszy dać potomkowi.
Marsz przegranych zostanie nazwany zwycięstwem,
dzień, kiedy kobiety spiszą się męstwem.
Tak zwany facet, spokojem zabłyśnie,
świątynie ludzi, upadną w mym śnie.
nie miałbym o czym, gdyby nie cudze tamtamy..
zgłoś
las odbija echem..
zgłoś
pamietam z makbeta, że się zbliża..
zgłoś
takie bardziej celtyckie tamtamy..
zgłoś
byłem pewien, że to sposób porozumiewania się celtów, nim wymyślili pismo runiczne..
zgłoś
chyba nie doceniasz telegrafu z epoki, w której nie znaleziono drutu..
zgłoś
mi przeważnie przeceniam; lubię się zachwycić..
zgłoś
pięknie i niedrogo..
zgłoś
no i znów się zachwyciłem..
zgłoś
to pomaga na cerę..
zgłoś
życie było mi analfabetą, nie zostawiło żadnych zapisków na twarzy..
zgłoś
trzeba nosić tabulę razem..
zgłoś
mi dźwigam miłość w sobie i nikczemność za pazuchą; tyle musi starczyć..
zgłoś
nie zapomnij fedory, ale strzepnij z sandałów..
zgłoś