Zmiana sposobu prezentacji
Stojąc na szczycie, machając światu,
rozpaczam widząc zniszczenie, bóstwa Zikkuratu.
Alchemia kłamstw, i doza prawdy,
aby uwierzyć, mógł człowiek każdy.
Klękajcie narody, ciałem nie duszą,
nie żyjcie duchem, posiadaniem kuszą.
Capre diem, które " while dies",
tworzy własne "one million lies".
Aby tylko przejść białym tunelem,
kreśli linię, bycia pseudo Führerem.
Trup palcem serdecznym w niebo:
Boga nie ma, zwykłe placebo!
Koniec końców, to on był gekon.
Oświecony lecz nie jasnowidz - biedą.
I już. Lub ożyję znów,
to zależy od typu snów.
Gdy DATABASE ERROR, zabiją bębny.
Dziurawy terror, wyzwoli spisek podstępny.
Ruszą w bój wszyscy gotowi,
by byt lepszy dać potomkowi.
Marsz przegranych zostanie nazwany zwycięstwem,
dzień, kiedy kobiety spiszą się męstwem.
Tak zwany facet, spokojem zabłyśnie,
świątynie ludzi, upadną w mym śnie.
Nie powinno być żadnego ale.
Widzisz i wiesz, wnioskując - krytykujesz.
Albo wiesz, ale głowę odwracasz.
Tutaj grzebią zmiany, bo lenistwo.
Bo już chyba wolę ciiii...
Nie jest aż tak źle...
Ale co dzień gorzej, bezczelniej.
Starzej o dobę, mniej sił.
Po co wojskiem, sposobem trzeba!
System się sprawdza, kontynuujemy, demagogu.
Niech myślą, że wolnością żyją.
Albo za słabi, by zmienić.
Kupy się boją, że masy.
A gdyby kto jeszcze rozjuszył.
Zaszył by się system esperalem.
Rozerwani na strzępy zastępami rozstępów.
Czytaj ludzi, zniszczonych paragrafem podstępnym.
Nastawionych przeciw sobie, sąsiad demonem.
(...)
--- cały tekst ---
Zawisł na ziemią,
ten czarny księżyc.
Rzeczy się dzieją,
że aż chce się wyć.
I jak mogą wyją,
wilkami nazwane,
są czarnoryją,
kozioł ich panem.
Potworne moce już ofiarowane,
w pakcie sprzedali,
swą duszę przez ranę.
I się doigrali.
Bo skarb to bezcenny,
ocean duszy.
A kielich bezdenny,
diabeł osuszy.
5'-rybonukleotydy disodowe
cel
intensyfikacja smaku
skutki
wysypka i pieczenie skóry
wahania nastroju miły-ponury
w wielu krajach zabronione
ale w UE dozwolone
hipokryty partolone
zastanów się co w mózgu zajdzie
kiedy się w Twej zupie znajdzie
ale kogo to obchodzi
co w móżdżku zachodzi...
I have started to worry if you are a myth?
Unbelievable mind's glitch?
Maybe just a false prophet's trick?
Please... Answer.
Let it be quick,
because my time still keeps to tick-tock.
You need to talk!
And I need an answer,
I am begging as jester, otherwise,
I will become a real disaster. Promise?
It had to be, so I was made as image.
But maybe, it is an image of doubt.
Still, I wanted you, you to be,
to be my strength in darkness...
Now your silence feeds my dark side.
Maybe I am dark-side. Apocalypse.
And you won't deny it.
So be it,
(...)
--- cały tekst ---
...czarna planeta, pędząca kometa,
przeklęty niemetal, przedziwny jest on.
zwiastuje posokę, zwłok stosy wysokie,
spalony marokiem, i kościany koń...
by skończyć ich życie,
nie weźmie nożyczek,
by przeciąć żyć nicie,
lecz poda naiwnym swą łapczywą dłoń.
powie że pomoc,
że piękna równonoc,
że latasz tonąc,
we krwi po uszy brodząc,
wybuchniesz nie mogąc
swej potęgi pojąć,
nikogo nie bojąc,
wrogów wciąż gnojąc,
portfel swój pojąc,
życie wśród spisków
szatańskich trwoniąc,
(...)
--- cały tekst ---
