29 sierpnia 2012

dziennik

linka
linka

PUZZLE

 Uwielbiam na niego patrzeć, gdy pochyla się nad tą swoją układanką. Robi to tak, jakby pochylał się nade mną. Każdy element obraca w palcach i odkłada w odpowiednie miejsce. Zupełnie jak moje części... Dłoń, stopa, szyja, ramiona, plecy... Nad niektórymi zastanawia się dłużej, zupełnie jakby dotarł do moich piersi. Mam wrażenie, że kawałeczek z niebem weżmie do ust i zacznie ssać. Ale on tylko patrzył i lekko się uśmiechał. Znam ten uśmiech. Wiem, że czuje. Zawsze czuł. Lepiej niż kiedykolwiek ktokolwiek. Zmusił mnie tym właśnie uśmiechem do rezygnacji z części. Mojej części. Nie mogłam mu oddać całej układanki, ale co znaczę bez kawałka nieba...
 Kiedyś, przy układance, poprosił mnie, abym dostarczała mu puzzle do wariatkowa, na wypadek, gdyby oszalał. Prosił też, aby to nie były moje zdjęcia, bo ułoży je zbyt szybko. 

alt art
29 sierpnia 2012 o 09:57

skryta we własnych iskierkach, mamisz pucli rozsypaniem..

zgłoś

linka
29 sierpnia 2012 o 10:02

mmm...

zgłoś

somebody man
29 sierpnia 2012 o 19:55

a ja uwielbiam jak patrzysz i że pozwalasz mi nad nimi tkwić godzinami

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się