Zmiana sposobu prezentacji

11 kwietnia 2014

proza

Szafranka
Szafranka

Miasteczko I

Spotkaliśmy się przy ogromnych kamieniach, na które
  dziesięć lat temu bałam się wejść.

  ***
  - A któregoś dnia  było tak gorąco, że oparzyłam się
  po raz pierwszy zakładając ten naszyjnik. Dokładnie tutaj
  w tym miejscu- wskazałam, ale nie wyglądało na to, że
  mi uwierzysz. Ja też nie byłam już pewna.
  Ale to taka bezpieczna opowiastka. Poprosiłeś, żebym go zdjęła,
  bo zbyt ciasno otacza szyję. Miałeś rację, jednak uparcie
  wpatrywałam się w przejrzystą wodę, na której unosiły się
  pojedyńcze płatki kwiatów.
  Przecież to nie ja tak go zapięłam. Od razu wtedy wspomniałam,
  że wolałabym luźniejsze zapięcie.

  ***
  - Tam było pięknie, prawda?
  - Tak. Tak pięknie, że aż strach.
  - Skąd masz ten złoty naszyjnik?
  Zwinęłam się w kłębek u twojego boku, starając się być jeszcze
  drobniejsza niż jestem. Byłam przekonana, że czekasz, że
  byłbyś w stanie poczekać bardzo dlugo. Wiedziałam, że cierpisz
  na bezsenność. Od bardzo dawna. Podobno odkąd tylko pamiętasz
  Cały świat zatrzymał się na chwilę, gdy dotykałeś teraz już ledwo
  widocznego zadrapania na mojej dłoni. A mogłabym zwyczajnie
  powiedzieć: " Widzisz, dokładnie tutaj w tym miejscu..."
  Każdy mój oddech ogrzewał (...)

--- cały tekst ---

10 kwietnia 2014

proza

Szafranka
Szafranka

a gdy rozpalimy ogień

A gdy rozpalimy ogień

Pierwszy dzień wakacji świętuję, półleżąc na hamaku. Rytmiczne kołysanie, w przód w tył, w przód tył, i ta uspakajająca świadomość, że w każdej chwili można się zatrzymać, pospiesznie przejść do domu, na moment ukryć się przed słońcem. Nie warto tak bez końca wpatrywać sie w niebo, to w gruncie rzeczy przykre. Nawet w pierwszy dzień wakacji. Dobrze wiem, każda z nieprzebranej ilości chmur jest inna.
A ja?

- Jeszcze parę godzin i rozpalimy ognisko. Właśnie tutaj, tak że będzie widoczne z drogi, choć mało kto tędy przejeżdża.
Coroczna tradycja, powitanie wakacji, tym razem wyczekiwane z największym zniecierpliwieniem.

Wcześniej w ten sposób nie patrzyłam na nasze podwórko, gdy przebiegałam przez nie w stronę hamaka: jest tak rozległe, że można zatańczyć z kimś z dalekich stron, koniecznie zbyt blisko ogniska.

To, że usiądziemy na plastikowych krzesłach, zbliżymy się do ogniska, dotykając stopami zwęglonych gazet na jego skraju, będzie tak naturalne i słuszne. Tak naturalne i słuszne jak zasłanianie drzwi moskitierą, późnym wieczorem, gdy krzesła ustawimy rzędem na podeście. Drzwi pozostaną otwarte, bo tym razem spodziewamy się przyjaznej nocy. Niech wtargnie do pokoju, tego jednego dla wszystkich, niech przyjrzy się drewnianej podłodze.

Na takie noce czeka się cały rok.
Trzeba zbliżyć się do (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się