Zmiana sposobu prezentacji
Spotkaliśmy się przy ogromnych kamieniach, na które
dziesięć lat temu bałam się wejść.
***
- A któregoś dnia było tak gorąco, że oparzyłam się
po raz pierwszy zakładając ten naszyjnik. Dokładnie tutaj
w tym miejscu- wskazałam, ale nie wyglądało na to, że
mi uwierzysz. Ja też nie byłam już pewna.
Ale to taka bezpieczna opowiastka. Poprosiłeś, żebym go zdjęła,
bo zbyt ciasno otacza szyję. Miałeś rację, jednak uparcie
wpatrywałam się w przejrzystą wodę, na której unosiły się
pojedyńcze płatki kwiatów.
Przecież to nie ja tak go zapięłam. Od razu wtedy wspomniałam,
że wolałabym luźniejsze zapięcie.
***
- Tam było pięknie, prawda?
- Tak. Tak pięknie, że aż strach.
- Skąd masz ten złoty naszyjnik?
Zwinęłam się w kłębek u twojego boku, starając się być jeszcze
drobniejsza niż jestem. Byłam przekonana, że czekasz, że
byłbyś w stanie poczekać bardzo dlugo. Wiedziałam, że cierpisz
na bezsenność. Od bardzo dawna. Podobno odkąd tylko pamiętasz
Cały świat zatrzymał się na chwilę, gdy dotykałeś teraz już ledwo
widocznego zadrapania na mojej dłoni. A mogłabym zwyczajnie
powiedzieć: " Widzisz, dokładnie tutaj w tym miejscu..."
Każdy mój oddech ogrzewał (...)
--- full text ---
A gdy rozpalimy ogień
Pierwszy dzień wakacji świętuję, półleżąc na hamaku. Rytmiczne kołysanie, w przód w tył, w przód tył, i ta uspakajająca świadomość, że w każdej chwili można się zatrzymać, pospiesznie przejść do domu, na moment ukryć się przed słońcem. Nie warto tak bez końca wpatrywać sie w niebo, to w gruncie rzeczy przykre. Nawet w pierwszy dzień wakacji. Dobrze wiem, każda z nieprzebranej ilości chmur jest inna.
A ja?
- Jeszcze parę godzin i rozpalimy ognisko. Właśnie tutaj, tak że będzie widoczne z drogi, choć mało kto tędy przejeżdża.
Coroczna tradycja, powitanie wakacji, tym razem wyczekiwane z największym zniecierpliwieniem.
Wcześniej w ten sposób nie patrzyłam na nasze podwórko, gdy przebiegałam przez nie w stronę hamaka: jest tak rozległe, że można zatańczyć z kimś z dalekich stron, koniecznie zbyt blisko ogniska.
To, że usiądziemy na plastikowych krzesłach, zbliżymy się do ogniska, dotykając stopami zwęglonych gazet na jego skraju, będzie tak naturalne i słuszne. Tak naturalne i słuszne jak zasłanianie drzwi moskitierą, późnym wieczorem, gdy krzesła ustawimy rzędem na podeście. Drzwi pozostaną otwarte, bo tym razem spodziewamy się przyjaznej nocy. Niech wtargnie do pokoju, tego jednego dla wszystkich, niech przyjrzy się drewnianej podłodze.
Na takie noce czeka się cały rok.
Trzeba zbliżyć się do (...)
--- full text ---
