Święty spokój nie trwa wiecznie
wiedziałem że i mnie dopadnie. brak pracy zmienia spojrzenie.
oddala od budy psy z łańcuchem na szyi. poniżenie i plucie
prosto w twarz, przemienia w sępa. mam mniejszy rozmiar,
kieszenie coraz głębsze. nie potrafię wydobyć głosu. spuszczam z tonu.
odczuwam boleśnie. z szarych swetrów wysypuję resztki popiołu na lodowatą podłogę,
gdzie usychają nawet ciernie. zamykam oczy. nic nie widać. przerażająca ciemność.
czas stagnacji
nie wnosi nic w niewiadomą przyszłość.
buda z łańcuchem na szyi?
zgłoś
dziękuję. poprawiłem... kolega powiedział że czuje łańcuch u szyi i całą tą resztę. pozdrawiam.
zgłoś
:) jeszcze 'przemienia w sępa" i będzie ok:)
zgłoś
dziękuję Gabrysiu;
zgłoś
bolesna taka chwila, kedy od nowa trzeba zdefiniować wiele spraw...Witamy na Trumlu:))
zgłoś
;;)))
zgłoś
na szczęście wszystko ma początek i koniec, bezrobocie także:))
zgłoś
już jest ok-- kolega znalazł jeszcze lepszą pracę. Przysłowie " nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło" sprawdza się wyśmienicie...
zgłoś
witaj Tomaszu, weny rzyczę :)))
zgłoś
Kajus jak ja kocham twoją ortografię :))), też udaję, że to naumyślnie :)
zgłoś
eksplozja rozpaczy, taka ploretariacka
zgłoś