rzuciłaś z grzmotem drobniaki na stół
iskry szklistych oczu potoczyły się w blasku monet
w czterech ścianach oazy poszarzało dziesiątym
drżenie głosu dotknęło troską malutkie jabłuszka
toczące się kuchennym chodnikiem
w objęcia otwartego koszyka
wiklinowych pasów bezpieczeństwa
stęsknione ciepła
pachnące sadem
wołały uśmiechem
chmury w oknach zmieniły kolor
z czterech stron wróciliśmy do ogrodu
ubrani
Ładna końcówka, Jaruś. :) Bardzo wymowna... Aha - w kwestii formalnej - szkliste oczy nie rzucają iskier - tu nieco przerysowałeś obraz. ;) Dobrego :)
zgłoś
...dziękuję...przemyślę:)-pozdrawiam:)
zgłoś