ten nigdy nie zazna słodyczy

w płomieniach rozpaczy
płonę bezsilnością
załamane ręce
poszukają ukojenia

na wodach jeziora
różanego ogrodu
przesuwam czółenka nadziei
w perełkach powtarzanego imienia

pięćdziesiąt wzgórz
dookoła cichej doliny
z jednym wejściem
dziewięciu kroków

na pierwszym skrzyżowaniu
dzielimy resztki ryby
z okruchem chleba
pójdę dalej 

ciernistym brzegiem
w matczynym wzroku

koralik za koralikiem

kielichem goryczy
w objęcia syna

Szel
17 grudnia 2011 o 19:38

czule i drapieznie...dwuwarstwowy?

zgłoś

Jarosław Baprawski
17 grudnia 2011 o 19:41

...abstynencki:)

zgłoś

Szel
17 grudnia 2011 o 19:43

mezalegoiczny :P

zgłoś

Bazyliszek
17 grudnia 2011 o 20:54

po prostu sie podoba, ma to cos:))

zgłoś

Jarosław Baprawski
17 grudnia 2011 o 21:21

...coś ma:)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się