w ulicznej bramie podmiejskiej kamienicy
pod neonami gwiazdek hoteli
nikt nie zliczy stojących przy asfaltach
ruchomych afiszy
pod nagim logo skrywają coś więcej
udając twarde z wyboru
na podobraziu delikatności papierowej
często rozdarte między życiem i domem
wytykane palcami
parzone spojrzeniem
zamykają w myślach świat marzeń
odprowadzając dziecko do szkoły
uwielbiają zakupy
nic nie sprzedają
nawet ciuchy wspomnień
wyrzucają z pamięci
codzienność to sen
koszmarna śpiączka
w nadziei wybudzenia
rozdarty afisz
oddycha marzeniami
kredka do oczu
łzy
tamą trzyma
szpilki to nie kapciuszki
a logo to nie imię
Wiersz jako całość, koncepcja nie do końca mnie przekonuje. Ale ... jest w tym obrazie coś poruszającego. "kapciuszki" brzmią na tyle dziwnie, że wręcz mi się przeczytało za pierwszym razem 'kopciuszki'.
zgłoś
Tu też, w mojej opinii, zakończenie wynosi tekst na wyższy poziom. Początek troszkę za bardzo się rozłazi, IMO oczywiście.
zgłoś
....każda zapewne ma coś z "kopciuszka"...a "kapciuszki"...to takie miłe:) ...początek się rozłazi...ale może odrobinkę?:)
zgłoś