10 grudnia 2011
Klisza
Słowa wyplute. Wymemłane najpierw i wycharczane prosto w twarz. Jakbyś chciał pozbyć się kapcia w gębie. Obrzydzenie. To widzę w Twoich oczach.
Pstryk. Twój uśmiech. Pstryk. Oczy. Ciemne, roześmiane, Twoje. Pstryk. My. Przeglądam fotografie w swojej głowie. Jedną, dwie, tysiąc. Każda tylko na mignięcie. Mgnieniem oka kontempluję nasze minione wzloty. Szczęście upakowane w zwojach istoty szarej. Neurony wypełnione wspomnieniami, tatuaż wyryty Twoim imieniem w moim umyśle. Usunąć nijak. Nijak żyć.
Czyja wina? Moja, Twoja. Moja. Moja, moja, moja. Bo ja zawsze… Bo ja nigdy… Bo to, bo tamto. Bo tak. Nie cierpisz, nie lubisz. Taka, owaka. Rozpadasz mnie we mnie. Rozdrapujesz mnie na
strzępy i wycierasz palce w ściany. Krzyczę z tych blaknących smug. Kajam się, spadam na mokry dywan. I ginę, gdy szydzą ze mnie zamykające się drzwi. Zazdroszczę klamce Twojego dotyku.
Pstryk. Wracam pociągiem Znikąd. Drugą klasą, okrężną drogą. Pstryk. Przez szybę robię zdjęcia matowych krajobrazów. Wciąż nieostro i ten tatuaż - głęboko tam. Jednak ciągle go coraz mniej. Teraz już wiem. Tu, wciąż nie u celu, zakładam nową kliszę.
1 marca 2026
Jaga
1 marca 2026
wiesiek
1 marca 2026
Weronika
28 lutego 2026
violetta
28 lutego 2026
Yaro
28 lutego 2026
dobrosław77
28 lutego 2026
Robert Hiena
28 lutego 2026
Robert Hiena
27 lutego 2026
violetta
27 lutego 2026
Yaro