|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (14) Proza (3) Dziennik (2)
Pocztówka poetycka (1) O autorze Znajomi (48) Kolekcje (1) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Wyjąłem scyzoryk i zacząłem obierać jabłko.
- Jest idealne, bo nie jest doskonałe.
Pomyślałem.
Między pierwszym a drugim siekaczem z prawej strony, miałem w ustach źdźbło jakiejś słomy. Żułem ją sobie ustawicznie i zupełnie nie wiedzieć czemu, sprawiało mi to ogromną przyjemność.
- Sporo się do tej gęby sprowadza.
Zadumałem się na moment.
- Ładna ta łąka. Taka… pachnąca.
Chabry, rumianki, czerwony mak, łubin i oset.
Oset wprawdzie trochę kłuje jak go dotknąć, ale róża też. Czy ktoś ma do róży pretensje, że kłuje?
- Nie chciałbym go poznać.
Gdzieś daleko w tęczy migocze nieśmiało pagórek. Chociaż może to już wzgórze,
kto to wie.
- Ja nie mam pojęcia.
- Ja też nie, pójdziemy to sprawdzić?
Tak, nie, tak, nie, nie wiem…
- Podrzesz sobie spódniczkę. I pokłujesz nogi, a masz naprawdę ładne nogi.
Ciekawe co odpowie.
- Daj kawałek, wygląda soczyście. Albo nie, daj mi całe a sam obierz sobie następne. No już, nie daj się prosić! Trzeba zobaczyć co jest za tym wzgórzem.
- Daj już spokój, to kawał drogi stąd.
Jej dłoń w mojej dłoni, jest ciepła i drobna. Ciekawe, jak wyglądają te motyle w moim brzuchu i czy są piękniejsze niż te, które siadają na jej jasnych włosach. Chyba nie. W moim brzuchu jest tylko kawałek jabłka. Zresztą, nie wiem.
- Kto pierwszy na górze, ten (...)
--- cały tekst ---
Gdyby to był mój ostatni dzień
Z podziękowaniami dla Michela de Montaigne’a, Francisa Bacona i Starożytnych.
„Jeśli byłoby to dzisiaj, pewnie zapaliłbym fajkę i uśmiechnął się w przeszłość…”.
„Poszłabym do kościoła, prosić Najświętszą Panienkę o wstawiennictwo, a co żeś Pan myślał?”.
„Dzisiaj? Hm… nie wiem, pewnie zadzwoniłabym do niego i powiedziała mu, że był najlepszą rzeczą, jaka przytrafiła mi się w życiu…”.
„We wtorek? Panie, ja mam we wtorek kupę pracy, nie mam dziś czasu na umieranie!”.
Przy odpowiednio wysokiej wydajności, przez osiem godzin regularnej pracy usłyszałbym tego dnia indywidualne głosy tysiąca sześciuset dusz, a każda z nich śpiewałaby swoją własną historię.
Sto różnych odpowiedzi w 30 minut.
Byli tacy, którzy zbywali mnie śmiechem, a ja przez chwilę zazdrościłem im tej domniemanej nieśmiertelności, która wybrzmiewała tubalnie majestatem ich plica vocalis. Byli też tacy, którzy z rozbrajającą szczerością odpowiadali bolesnym i lakonicznym: „nie mam pojęcia”. I może rzeczywiście nie była to postawa szczególnie oryginalna, ale odwagi odmówić jej nie sposób.
Głupoty?
Prawdopodobnie, ale ostateczny werdykt pozostawiam osobom bardziej kompetentnym.
Życie jako suma niespodzianek (...)
--- cały tekst ---
od pisania uciekam całe życie
(to jak zakochanie w najlepszym przyjacielu
do niczego się nie przyznajesz zwłaszcza sobie)
zaczęło się w bezpieczny sposób od alfabetu
byliśmy idealnie dopasowani
choć początek nie decyduje co będzie dalej
miłość uwolniłam w podstawówce
jako nastolatka byłam pewna
że będziemy razem do końca życia
(...)
--- cały tekst ---
