Zawarszawiło się wesoło wśród dzikich alej
Jakiś dziwak między wierszami paskudnie mi klnie
bo pośród wodospadu brunatnych liści dalej
Śmiem ordynarnie podziwiać Pani déshabillé
Zaskrzypcowiłem ostrym, brudnym, diabelskim riffem
rozdwoiłem się troszkę, ale tylko na chwilę;
rozpruta Hydra do rytmu przygrywa jelitem
aż się Pani zaczęła bujać na czubkach szpilek.
Ta Pani jest moja, jestem jej jedynym królem
moja jest na wieki krwistość nienasyconych warg
dam jej mój drogi płaszcz, poprawię zmiętą koszulę
I spitą muzyką poprowadzę przez nocny park.
A potem będą gwiazdy, przedziwne galaktyki
mięsistych pocałunków jak diamentów bez szlifu
jęki, które stworzą nowy gatunek muzyki
I tak ciągle, bez żadnych przerw, od zmierzchu do świtu.
A potem, gdy tylko zaćwierka poranne słońce
ja klęknę przed Panią, ucałuję Pani stopy
I tak zwiążę mocno Pani koniec z moim końcem
że będziesz mi Pani wierniejsza od Penelopy.
:) znajduję więcej tego dystansu, który wcześniej dawał o sobie momentami znać w "Zakrętce". Urozmaica lekturę: a to neologizm, a to trzeba przesunąć akcent, by spotkać się z rymem, a to widzi się przymrużone oko tam, gdzie czytającyczłek był gotów rwać włos i rozmnożyć się w zbrzydzony chór starogrecki, a to pojawi się kolokwializm i tak naturalnie włącza się soundtrack "bieda, oj, bieda", że i Penelopa nie wydaje się pudłem innym niż rezonansowe;) Przy czym ta obfitość ma jakiś coraz wyraźniejszy, a dyskretny rys indywidualności, który mnie zaciekawia. Dobrego.
zgłoś
''rozpruta Hydra do rytmu przygrywa jelitem '' :)
zgłoś
zatrzymał i zaciekawił :)
zgłoś
nie wypowiadam się co do formy, w wierszu jest to coś, co mnie przyciąga :)
zgłoś
Wal, w końcu się trzeba się za siebie wziąć i coś poprawić tylko, że nie do końca wiem co i jak. Acz rymów nadal będę używał.
zgłoś