22 lipca 2011
Sen św. Piotra
Miałem piękny sen. Siedziałem, jak zwykle w swoim ulubionym fotelu, a naprzeciwko mnie siedział na krześle Bóg. Z jego oblicza emanowała wieczność, a z oczu biła mądrość wszechwiedzącego. Siedzieliśmy więc naprzeciwko siebie, a rozdzielało nas potężne, mahoniowe biurko. Na jego blacie stała butelka wódki i dwa kieliszki. W tym gabinecie niebiańskim, piliśmy wódkę. Ja i mój Bóg. On palił cygara, ja swoje skręcane papierosy. Już nie pamietam, o czym dokładnie rozmawialiśmy. Zapewne o pierdołach, jak to przy wódce.
Zadzwonił telefon. Otworzyłem oczy, uniosłem ciężką głowę i podniosłem słuchawkę, i usłyszałem:
- Cześć Piotrze, tu szef.
- Witaj Boże mój. Czy mogę, coś dla Ciebie zrobić?
- Tak. Napijemy się, dzisiaj wieczorem. Teraz ja przyniosę wódkę.
- Tak Boże. Mam tylko jedno pytanie.
- To nie był sen, to nie był sen Piotrze.
24 lutego 2026
Misiek
24 lutego 2026
wiesiek
24 lutego 2026
ais
23 lutego 2026
Yaro
23 lutego 2026
Yaro
23 lutego 2026
Jaga
23 lutego 2026
wiesiek
22 lutego 2026
sam53
22 lutego 2026
wiesiek
22 lutego 2026
jeśli tylko