Już nie patrzysz na mnie
dusza poschła z chłodu milczenia
w złotej klatce siedzę
nie żebrakiem kradnąc resztki uczuć
jako samotności trudem
dźwigam brzemię rozterek
milczeniem i pustką wypełniony pokój
nawet w pożądaniu doświadczam zimna
okna zamknięte
wzrokiem błądzę pomiędzy świtem i nocą
koniec blisko peleryną okrywa zmęczone powieki
snem na jawie twoje obietnice
bolesnym zawodem w suchej studni
spragniona uczucia we łzach tonę.
dramat Podmiotka przeżywa, fakt. rada: zmienić obiekt pożądania - wtedy temperatura zmieni się na dodatnią! a "oczami zwierciadłem" - aut! wystarczy: "na mnie" buziak, Anno MM!
zgłoś
ok :) dziękuję
zgłoś