|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (165) Proza (9) Dziennik (6)
Pocztówka poetycka (2) Handmade (1) O autorze Znajomi (88) Kolekcje (1) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Dębowy stół na stylowych nogach
trochę się podniszczył, ale nadal wygodnie
zasiadła przy nim grupka, zwana rodziną.
Tylko gdzie się pochowały uprzejmości od zawsze
obecne przy smakowaniu różnorodnych potraw?
Modlitwę przed posiłkiem zignorował wuj Lewin,
a ciotka Pistacja kpiła z wymyślnych przystawek.
Zaściankowość – skwitowała migiem elegancka Polcia,
puszczając oko do krewniaka Nowiutkiego,
nazwanego tak przez babkę, z racji młodego wieku
(...)
--- cały tekst ---
Wokół panował półmrok, dogasało ognisko. Po dłuższej chwili dostrzegłam rozrzucone piszczele i czaszkę na pieńku. Nóżki zrobiły mi się mięciuchne; zaszumiało w głowie,
być może od wszechobecnego zapachu zielska. Z kąta przydreptała zgarbiona postać.
Nie poznajesz? – tubalny głos dotarł do moich sterczących ze strachu uszu.
I nagle ujrzałam jego porośniętą czarną sierścią głowę, z której wyglądała para przenikliwych oczu. Przewiercały na wskroś. Wiedział o mnie wszystko.
Zaświtała myśl – szaman to, diabeł czy może Bóg? Spróbuj mała – natychmiast poczujesz ulgę. Podał głęboką czarkę. Wypiłam duszkiem.
Na szafce obok łóżka stała psia miska – prawie pusta. Kudłaty łeb Brutusa wpychał się pod kołdrę.
Od czasu do czasu śni mi się mężczyzna. Nie widzę jego twarzy, lecz niewątpliwie go znam i cieszę się ze spotkania.
Jest wysoki, ale oni wszyscy byli słusznego wzrostu.
Zabiera mnie na spacer nad brzegiem rzeki.
Między wierzbami faluje słońce i uśmiech Marka - jestem w niebie!
Gestykuluje żywo delikatnymi dłońmi podbarwiając koloryt
czułych słówek, tak tylko Jacek potrafił - jestem w niebie!
Gdy się przytula, czuję zapach ulubionej wody kolońskiej Krzyśka - jestem w niebie!
Nagły skurcz łydki. Budzę się wściekła - nie mam szans na dotarcie do finału!
Rankiem rozmyślam dlaczego ten, który kręci się po domu,
(...)
--- cały tekst ---
Pistacja wśród swojaków od zawsze miała świętą rację.
Niezbyt błyskotliwa, ale z charakterem, potrafiła zapanować nad ciemnym podwórkiem.
Podawała na tacy to, co ferajna najbardziej lubiła - podkreślała jej wyjątkowość.
I to, że jako wybrańcy narodów nie mogą
padać na kolana - chyba, że przed Ojcem. Broń Boże przed wykształciuchami!
Szczodrze wrzucała monety do czapek czekających na srebrniki.
Była sprytna - liczyła na dozgonną wdzięczność. Co prawda,
dochodziły do niej głosy, że sympatycy z dolnej części podwórka
sporo wydają na wódę. Ale przecież tacy podchmieleni na ogół
(...)
--- cały tekst ---
Maliniak napawał się każdym słowem prezesa. Od dawna marzył o tej chwili. Mimo woli rozmyślał jednak o deserze, który ulokował się po jego prawicy. Młoda łania eksponowała masywne nóżki i spoglądała uwodzicielsko zza grubych okularów.
Od systematycznego klęczenia w kruchcie bolały go kolana.
A przy spełnianiu małżeńskich obowiązków wobec urodziwej, lecz mocno kościstej niewiasty, nabawił się licznych odcisków.
Myśl o skorzystaniu z kobiecych miękkości krążyła niczym natrętna mucha, zakłócając mądre słowa wodza. Może warto się spotkać wieczorem – rozważał. Wyobrażał już sobie jakie obfitości mieści granatowa garsonka.
W ostatnim momencie zaplanował wizytę u ojca Ryzyka. Musiał przecież zapytać ile może ważyć grzech.
Odźwierny okazał się biurokratą. Hedonistów przyjmujemy
tylko za poręczeniem - oznajmił. Na dodatek skrzydlate
fałszowały niemiłosiernie. Chyba były leciwe, bo zażądały,
abym przestała być kobietą. Wtedy zauważyłam
pozbawione płci, bezkształtne istoty.
Wszechogarniającej chandry nie udało się stłamsić winem,
nawet mszalnego nie podawali. Pomyślałam o ucieczce,
ale nogi ugrzęzły w lepkiej chmurze.
W chwili wręczania formularzy na wieczność, głośne
szczekanie okazało się ratunkiem! To Kulpa przypominała
(...)
--- cały tekst ---
Chrapie niemal przez całą noc. Przewraca się na boki i wierzga owłosionymi kończynami - chyba dręczą go koszmary.
Niestety, często wstaje i żłopie wodę. A jak już się zbudzi, myśli tylko o żarciu.
Najchętniej o kęsach mięsnych i tłustych. I musi być dużo – to istotne! Przecież od maleńkości cenił pełną michę.
Nie gardzi nigdy seksem. I za wybranką gotów pobiec nawet na drugą stronę ulicy. Nie musi być zgrabna ani zbyt gładka, byle miała w sobie to coś. Najważniejszy jest zapach.
Nad ranem wraca w nienajlepszej formie. Przekąsza coś po drodze i pada jak kłoda na legowisko.
Zupełnie jak jego pan!
Chamskie getto – marudziła babunia przy oględzinach
nowego miejsca. Miała rację.
Hej, lala, biust ci się wywala – dobiegały do Agaty zaczepki
niedomytych wyrostków.
Unikała ponurego osiedla i jego mieszkańców aż do czasu,
gdy stanęła oko w oko z najpiękniejszym uśmiechem.
Uśmiech mieszkał naprzeciwko. Gdy wychodziła na balkon,
był na wyciągniecie wzroku. Cóż z tego – traktował ją
jak powietrze.
Ale w dziewczynę jakby diabeł wstąpił! Pod nieobecność
(...)
--- cały tekst ---
Był śliczny. Wyglądał jak czarny kłębek udekorowany błyszczącymi koralikami.
Dzieci uwielbiały puchatą maskotkę i nosiły bez przerwy na rękach.
Niestety często z nich wypadał i uciekał poza zagrodę. Gospodyni pozatykała więc wszystkie dziury w płocie, aby maluchy nie wybiegały za psiakiem na drogę.
- Musi być zły, bo po to jest. Trza go uwiązać – oznajmił pewnego dnia gospodarz głosem nieznoszącym sprzeciwu. Budę postawiono za domem. Niech pilnuje też opału, za darmo żreć nie dostanie – uzasadnił decyzję Pan domu.
Do krótkiego łańcucha musiał się w końcu przyzwyczaić. Wiadomo, gdyby został przykuty na długim, to mógłby się połakomić na kaczki i kurczęta.
Na takie przypadłości cierpi sporo wiejskich psów.
Mijały mroźne zimy i upalne lata. Gospodyni, troskliwa kobiecina, przypominała sobie czasem o nim i wlewała do zardzewiałego gara resztki z obiadu.
Zimą największym przysmakiem czarnego kundelka bywał śnieg.
I w ogóle dziwne miał upodobania. Koło budy rosła śliwa. Pierwszy raz widzę psa, który wcina śliwki – zatrajkotała miastowa siostrzenica gospodyni.
Mój nawet karmą z puszki często gardzi.
Adyć to grzech tak dogadzać psu – skwitowała z grymasem na twarzy, religijna i dobrotliwa z natury kobieta. Przecie on nawet duszy nie ma. Toć to tylko gadzina.
--- cały tekst ---
