Zmiana sposobu prezentacji
Jeśli myślisz, że pogubiłem się
błądząc po ścieżkach życia,
bądź mi latarnią morską,
co prowadzi do cichej przystani.
Jeśli myślisz, że moje uczucia
wyschły jak źródło na pustyni,
bądź mi tropikalnym deszczem
co je napełni po brzegi.
Cóź może ci dać biedny poeta?
Diamentowy pałac? Miasto ze złota?
Chyba tylko duszę i serce,
i parę wersów skleconych z uczuć.
Są miejsca gdzie czas wstrzymuje krok
pachnące cukrową watą i oranżadą
pełne gwaru jarmarcznych straganów
szumiących zapachem zabawek i dewocjonaliów
tam znajdziesz lampę Alladyna
zakurzony ze starości latający dywan
konia co tęskni za drewnianymi biegunami
i siedmiomilowe buty zgubione przez anioła
nikt ci tam nie zetrze z fotografii
nie odbierze żadnych wspomnień
tlących się w piwnicach umysłu
byś był ponownie dzieckiem
łako pachnąca światłem i zielenią
szumiąca zapachem porannej mgły
prowadź mnie przez mroczne sny
tam gdzie tęcza styka się z ziemią
łanami kwiatów napejnij oczy
w uszy wlej muzykę kropel
płynącą w dal dźwięków potokiem
na skrzydłach bezkresnej nocy
ciszą otulą niczym szalem
wśród zgiełku miejskiego gwaru
którego się jak złego spojrzenia bałem
bądź ucieczką od tęsknoty i żalu
w chwilach kiedy sam zostałem
i obraz twój niknie pomału
Pytam się łaki przy lesie, pola kłosami strojnego
dokąd prowadzą mnie ścieżki dawno wytarte na amen?
Znikły już domy drewniane, płoty pachnące porostem,
w sadzie wycięto jabłonie, grządki porosły chwastami.
Jakże pragnąłbym zobaczyć znowu te progi drewniane,
kuchnię i piec kaflowy, poczuć aromat lawendy,
usiąść na łóżku przy oknie patrząc na pnące się bluszcze
wokól przytulnej altany sznurem z bujnego listowia.
Kiedy powrócą obrazy dawno wytarte z pamięci,
kątów znajomych i bliskich, miętą i lipą pachnące.
Czekam w napięciu tej chwili kiedy się znowu objawią
pełne dawnego uroku ciesząc me serce widokiem.\
Wsłuchaj się w mowę ogrodu, w roślin rozmowy na grządkach
poznasz sekretne ich słowa skryte w kielichach i liściach,
wszystkie coś szepca nawzajem kiedy odchodzi wichura.
Dotknij ostrożnie palcami jakbyś rozwijał jedwabie,
poczuj symfonię zapachów w niebo lecącą po cichu.
Popatrz bez cienia zazdrości w kształty i barwy zarazem,
ujrzysz wnet piękno skupione w kruchych jak kryształ istotach.
Wracam wciąż w sennych podrózach w strony dalekie lecz bliskie
chodząc leśnymi ścieżkami niczym po wielkim portyku,
gdzie krzywa sosna przy drodze kłania się nisko wędrowcom
a stara olcha na łące spogląda w wodne lustro.
Witam przydrożne lipy pachące pszczelim gwarem,
poczciwe grusze przy polu skąpane w letnim słońcu.
Zaglądam w znajome kąty pachnące mlekiem i chlebem
i w mały ogród przy domu utkany dzkimi ziołami.
Chłonę oczami obrazy chcac zatrzymać na własnośc,
chowam głęboko w umyśle niczym bezcenne klejnoty,
nie chcąc by nagle uciekły z rannym odgłosem budzika
burzącym jak trąba powietrzna mgliste wspomnienia z przeszłości.
mówisz że boisz się czekać
w dusznym od westchnień pokoju
słuchając brzęczenia kropel na szybach
mówisz że męczą cię rozstania
a w kątach zalęgnął się strach
w szufladach uwiędły wspomnienia
zaś lustro zmatowiało ze starości
łowiąc ostatnie odbicia
czekasz wciąż patrząc w okno
jak w magiczny kwadrat
chcąc pochwycić oczami
moją sylwetkę ginącą w oddali
kiedy przybyłeś do attyckiej stolicy
mistrz chciał cię odegnać kijem
jak natrętnego psa
znosiłeś jak heros dzielnie niewolę
uważając się za przyjaciela bogów
chcąc być samowystarcalnym
mając za dobytek podróżną torbę i kij
wybrałeś za dom beczkę
w dzień zaś chodziłeś z lampką oliwną
szukając w mieście człowieka
