Zmiana sposobu prezentacji

15 stycznia 2013

proza

Adrian Poraj
Adrian Poraj

Bunt w piekle

Pewnego letniego dnia (a może była to już noc) zdarzyło się coś, o czym się,
nie śniło filozofom, a zwłaszcza teologom. W piekle wszystkie złe duchy, oprócz Lucyfera w jednym momencie ogarnęła Boża bojaźń. Na głównym placu piekła zebrał się ogromny tłum zalęknionych diabłów. Można było usłyszeć takie oto głosy. - Nie chcemy być potępieni! - Precz z Lucyferem!- Niech żyje pan Jezus! Gwar z każdą chwilą stawał się coraz większy. Powoli zaczęły się tworzyć żywo dyskutujące grupki. Wysuwano przeróżne
postulaty i propozycje. Nagle jakiś podrzędny diabeł zaproponował żeby utworzyć zakon. Propozycja po czasie zyskała ogólne uznanie i wniosek przyjęto przez aklamację. Był tylko jeden mały szkopuł. Z.aden z nich nie miał jeszcze chrztu. Zapanowała więc ogólna konsternacja. Po chwili milczenia Boruta zaproponował utworzenie zgromadzenią co przyjęto z ogromną ulgą i tak doszło do powstania Zgromadzenia Wiecznie Pokutujących. Natychmiast przystąpiono do działania. Lucyfera  zabarykadowano na dnie piekła dla lżejszych grzeszników urządzono hotel, gdzie w powietrzu unosił się zapach kwiatów i grała uspokająca muzyka zaś dla ciężkich urządzono sanatorium. Gdy sprawy organizacyjne były już rawie
zakończone zabrano się czas na teorię. Po długiej i burzliwej debacie postanowiono zapoznać się z literaturą teologiczną, jako źródło informacji wybrano samą Bibliotekę (...)

--- cały tekst ---

28 grudnia 2012

proza

Adrian Poraj
Adrian Poraj

Kuszenie ateisty

Był pochmurny, zimowy wieczór. Sasza Kopiejkin wracał chwiejącym krokiem z kołchozowego przyjęcia z okazji urodzin Ojca Narodów, kiedy nagle u zbiegu dróg, przy złamanej ubiegłego lata przez piorun wierzbie, okolicę spowiła dziwna mgła pachnąca siarką.
- Cholera - pomyślał sobie - pewno znów jakiegoś gówna do samogonu dosypali.
Po chwili we mgle dostrzegł sylwetkę mężczyzny, który szedł w jego ierunku. Sasza zatrzymał się patrząc z niedowierzaniem jakby widział zjawę deliryczną. Nieznajomy mężczyzna podszedł blisko i rzekł do niego.
- Przepraszam pana czy to jest droga do wsi Biełucha ?
- To ta na wprost mnie- odpowiedział Sasza nie odrywając od nieznajomego wzroku.
- A jest tam jakaś stacja kolejowa? - spytał ponownie nieznajomy.
- Tak jest, ale ostatni pociąg już chyba odjechał.
- Hm, niedobrze. A nie mógłby mnie pan przenocować? Nie pożałuje pan. - odparł nieznajomy wyciągając spod płaszcza butelkę wódki.
Kopiejkin zmierzył go ponownie wzrokiem przyglądając mu się dokładnie. Osobnik stojący na przeciw niego nie sprawiał na pierwszy rzut oka wrażenia podejrzanego inwiduum. Ubrany był w nowy, czarny, wełniany płaszcz, kędzierzawą czuprynę przykrywała zaś płócienna czapka z daszkiem. Na ogorzałej nieco twarzy rysowała się surowość, zaś wzrok był przenikliwy, jakby oczy wysyłały niewidzialne promienie.
- Wypić zawsze warto, - pomyślał (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się