W białej sukni ze snu - twór wyobraźni -
mijała ulice przepełnione goryczą i udrękami,
skompana deszczm łez, westchnień i pragnień potokiem
- bez celu, bez sensu.
Z niewinnym uśmiechem - zwidzeń kobiet niegdyś podziwianych -
podeszła do przemoczonego zimnem chłopca.
W szafirowych oczętach, pięknych pięknem bez wyrazu -
dojrzał siebie. Zarzuciła swe chłodne, zmysłowe dłonie
na chłopięcą szyję, i nachylając się do pocałunku
wyszeptała lekko: "Odtąd jesteś moim wrogiem i przyjacielem,
spowiednikiem i katem, kochankiem i oprawcą".
Młodzieniec uwiedziony goryczą istnienia został poetą.
Uffff, gdyby nie Norwid w tytule, to po tym co dane jest czytać w tym wierszu uznałbym, że finał powinien brzmieć: "został słabym poetą". A tak? Cóż najprawdopodobniej Norwid się w grobie przewraca.
zgłoś
a mnie się podoba - to ta literatura zrobiła z chłopca poetę
zgłoś
Różnie to bywa:) Ciekawe:)
zgłoś