12 grudnia 2010

poezja

Margot
Margot

niedokończony obraz

otworzyłeś drzwi pytając
kim jestem skąd przyszłam
może tylko zwiewnym obłokiem
ptakiem przelotnym w podróży
lub ulicą której gwar rósł wesoło
w ciszy domu
opuściłeś próg samotności
prowadząc mnie schodami
w górę na prawo
gdzie nikłe pastele czekały
malarza pejzażów
mgły siedziały cichutko
przy rosach i trawach
słoneczniki spały ziewał poranek
pies za domem szczekał leniwie
na czas
malowałam niebem ptaki przelotne
i ogrody różane
w oknach kwitły malwy
budziły się słoneczniki z mgieł
schody coraz częściej skrzypiały
gwarem ulic
tylko pokój na lewo
wciąż był zamknięty
powiesiłeś klucz wyżej pejzażu
nie umiem namalować drabiny
więc gasną róże ze świtem i słoneczniki
w kominku stygną iskry na listach
a ty przesyłasz pocałunek
zimniejszy od śmierci

Saranova
13 grudnia 2010 o 04:09

Trudno o piękniejszy opis przygody i choć malowidło kończy się czarnym zygzakiem smutku, to podkreśla on jeszcze cudownie poetyckie barwy całości. Dobry wiersz, jak okruch światła wśród szarości dni. Pozdrawiam :)

zgłoś

Margot
13 grudnia 2010 o 10:26

Pięknie dziękuję. Wolałabym dopisać inne zakończenie, ale On wciąż miesza farby, chowa pędzle. Jakby bał się, że malując drabinę (w końcu mi się uda), odkryję tajemnicę pokoju... Pozdrawiam :)

zgłoś

Mirek Dębogórski
13 grudnia 2010 o 12:30

Jestem bardzo na tak. Nie znam się na ocenach, ale przeczytałem z wypiekami. Pozdrawiam

zgłoś

Withkacy
13 grudnia 2010 o 20:15

POdoba mi się Margot, ten wiersz

zgłoś

Wojciech A. Maślarz
30 grudnia 2010 o 21:44

bardzo sugestywny obraz-wiersz z zimnym draniem jako pointą:) Wow:)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się