nie licz na siebie bo to zła rachuba
jak liczyć na coś co się ciągle zmienia
a każdy krok to generalna próba
do przestawienia ze światła do cienia
nie licz na ludzi bo niewielkie grono
zostanie z tobą przez ferment i gnicie
za słodkie chwile trzeba płacić słono
dlatego pewnie gorzkie bywa życie
nie licz na Boga i nie licz na diabła
oni na chmurce grają w badmintona
i nawet gdyby lotka im upadła
nie wezmą ziemi w nieludzkie ramiona
zarzuć rachunki bo podłe numery
mówią bezczelnie: dwa plus dwa to cztery
Chyba najbardzie pesymistyczny, wrecz złowrogi sonet. Ani krzty nadziei. Autor zwraca sie do każdego z czytajacych osobno, nieomal personalnie, a więc odpowiadam w swoim imieniu. To prawda, że zmierzam do cienia. Zmieniając się? Oczywiście. Towarzyszące ludzkie grono jest nieliczne, chyba muszą mieć tego powyżej uszu (gnicia), a na Boga nie liczę już od dawna. No i co teraz? Teraz czekam, że autor jednak mnie z tego wyciągnie pisząc następny sonet dający troche nadziei
zgłoś
Autor sprobuje, choc optymizm to trudniejsza sprawa i potrzeba na to nieco wiecej czasu
zgłoś