3 sierpnia 2011

poezja

gabrysia cabaj
gabrysia cabaj

gomółka

nasza mama pracowała wtedy w rozlewni
więc mieliśmy dużo oranżady do popicia
chleba ze smalcem i z cukrem

zbieraliśmy jasnotę by sprzedać ją w Herbapolu
a na początku wakacji dzieciaki z ulicy
pracowały przy obieraniu truskawek
no i można było najeść się do syta

czasami brakowało na chleb a kiedyś zgubiłam
sto złotych płakałam jak głupia nie mogłam uwierzyć
myślałam że znajdę nie wtedy nie dostałam lania

zawsze jeździło się na Kaszuby do końca wakacji
za robotę przywoziłam wielki brut chleba
na Gwiazdkę dostawaliśmy tłustą gęś

tata był tylko w niedzielę i kazał nam chodzić do kościoła
w tygodniu biegłam do Baru Wisełka i w kance
przynosiłam cztery porcje pomidorówki lub ogórkowej

gdy oglądam Misia to chce mi się śmiać
nie przypominam sobie łyżek i widelców
przykutych łańcuchami do stolików

.

Wanda Szczypiorska
3 sierpnia 2011 o 23:20

Ja byłam głodna przez jakiś czas na drugim roku studiów. Szara z głodu. To była zima. Zamiast płaszcza miałam męską dyplomatkę, którą widocznie ktoś mi dał. Ale to nie trwało długo.

zgłoś

gabrysia cabaj
3 sierpnia 2011 o 23:26

takie doświadczenia budują w nas ludzi, Wando...

zgłoś

gabrysia cabaj
4 sierpnia 2011 o 08:43

to był Gomułka schyłkowy już, panie b.:))

zgłoś

Bazyliszek
4 sierpnia 2011 o 00:43

ja pamietam stolowki, hura komuno tylko nie wiem za co?

zgłoś

gabrysia cabaj
4 sierpnia 2011 o 08:23

za dzieciństwo, Bazyliszku.

zgłoś

Wieśniak M
4 sierpnia 2011 o 05:28

saturator, tak się chyba nazywał. On miał szklanki musztardówki na sznurku. Stał taki pod Halą Mirowską...

zgłoś

gabrysia cabaj
4 sierpnia 2011 o 08:45

ja się brzydziłam pić z saturatora - te szklanki miały pełno brudnych odcisków, Wieśku:)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się