* * *

gdyby Sylvia Plath nie istniała
należałoby ją  wymyślić
lub po prostu
spłodzić w pijackim amoku
na złość takim facetom jak ja –
niestety ujadanie tej suki słychać na całej Elm Street
a moje zatyczki do uszu są za słabe
więc ciągle się czepiam
o to że ogórek nie śpiewa
 
gdybym miał niewzruszona pewność
iż nieboszczyk Charles Bukowski
na samą myśl
że mógłby z nią przypadkiem robić te rzeczy
zamykał się w swoim mieszkaniu na cztery spusty
i drżał przerażony
a na widok jej opiętego tyłka
ogarniała go funkcjonalna impotencja
to dałbym na mszę za jego duszę
choć nie wiem czy był praktykującym katolikiem
czy miał chociażby katolicki pogrzeb
bo chyba nie
 
dlatego
przestałem pić alkohol i kawę
nie solę potraw nie słodzę herbaty
a większość wolnego czasu
spędzam w przydomowym ogródku
 
jednak ona wytrwale
włamuje się do moich przedrannych snów-
ma niekłamaną ochotę na epizod
rodem z Ostatniego tanga w Paryżu

guccilittlepiggy
10 stycznia 2011 o 16:04

dwie pierwsze znakomite, końcówka znacznie gorsza, ale i tak dobry tekst

zgłoś

stateless
10 stycznia 2011 o 17:19

za littlepiggyem ;P. Dodaję punkcik

zgłoś

Jarosław Trześniewski
10 stycznia 2011 o 17:42

Bardzo dobry wiersz.

zgłoś

Laura Calvados
11 stycznia 2011 o 17:14

huh, jakaż bliskość semantyczna z moim Do Sylvii Plath. Też nie lubię tej kozy. A Bukowsky - nie, nie był.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się