Greg Essential
WSZYSTKIE PRACE Poezja (37) Proza (8)
O autorze Znajomi (1)

Zmiana sposobu prezentacji

25 sierpnia 2015

proza

Greg Essential
Greg Essential

Opowiadanie amerykańskie

Ciemność wypełza zza liszajów gnijących fioletowych tapet przeplatanych wzorem złotych orientalnych liści wijących się w gęstym listowiu mauretańskich arabesek. W gęstym zaduchu nieświeżego powietrza słychać przytłumiony dźwięk uderzających o siebie i eksplodujących bil, przetykany cichym mlaśnięciem, wówczas, gdy któraś z nich wirując niepewnie – lub tocząc się niemrawo po zatłuszczonym zielonym suknie – wpadnie do łuzy.
Zapach starych plam po wylanym na suknie bilardowego stołu piwie unosi się do góry ruchami konwekcyjnymi, podrażniony szelestem uderzanych kul.
Przy stole poruszają się trzy mgliste postacie: gruby czarnuch w żółtych butach, w jakich zwykle chodzą budowlańcy, w białym T-shircie i czapce bejsbolówce z obdartym w połowie daszkiem; meksykaniec lub Portorykańczyk z cienkim, wymuskanym zarostem w postaci kreski idącej od ucha do ucha o wyglądzie ulicznego alfonsa, którego twarz mimo to wzbudza zaufanie; trzecim graczem jest Polak nerwowo kiwający się przy stole i popisujący swym kulejącym angielskim, który w jego mniemaniu prezentuje się zapewne niczym angielski rodem z Cambridge, ze sztywną górną wargą.
Niczyja warga nie jest tu jednakże brytyjsko sztywna... Przeciwnie, wszystkie krwawią tutaj przeźroczysto-białym śluzowatym „kolumbijskim katarem”. Gdy z wilgotnego upału – pierwszym słowem, które zapamiętał Polak, gdy klimatyzowane wnętrze lotniska JFK wypluło go z (...)

--- cały tekst ---

27 kwietnia 2015

proza

Greg Essential
Greg Essential

Wstęp do "Bestiarium barowego"

Klienci dzielą się na Fajnych, Neutralnych i Upierdliwych. Wytrawnemu Barmanowi wystarczy rzut oka, by rozpoznać, kto należy do jakiej kategorii. Fajny Klient pojawia się przy kontuarze i roztacza miłą, jasną aurę, emanuje pogodą, a nawet uśmiecha się sam z siebie (co samo w sobie już zdradza dobrze zharmonizowane czakry oraz wysoki poziom rozwoju). Dobry barman zawsze działa jak lustro. Odbija wówczas ten sam rodzaj energii (który zresztą również ma w sobie).
Następuje wtedy wspaniała Gra Pustki; Barman rozpoznaje w Kliencie tę samą energię, Spokój, Luz, Radość Istnienia. Przez chwilę patrzymy sobie w oczy, zamieniamy jedno zdanie, które jest bez znaczenia, bo wiemy, że rozumiemy się doskonale, otwieram piwo... pssssst... albo w Ciszy i Skupieniu nalewam pyfko z kega. Lub też wyciągam oszronione kieliszki i polewam wódkę.
Barman cieszy się z samego faktu Pojawienia się Fajnego Klienta. Dobrze, że Fajny Klient po prostu jest. Fajny Klient NIGDY nie sprawia kłopotu. Nawet jak się wstawi i złapie bajkowy klimat, rozleje piwo, stłucze szkło, Barman natychmiast śpieszy z pomocą i zawsze okazuje troskę o Fajnego.
Gdy pojawia się Neutralny Klient, można odczuć Dystans, Poprawność, Luz, Szacunek. Efemerydy te sprawiają, że Barman również wykazuje owe przelotne fenomeny (pamiętamy bowiem, że Umysł Barmana działa jak Lustro...) Następuje kulturalna wymiana informacji oraz Szlachetna Transakcja mająca na (...)

--- cały tekst ---

9 grudnia 2013

proza

Greg Essential
Greg Essential

Izolat Zamrażacz (BESTIARIUM BAROWE c.d.)

Kiedy do baru wchodzi Izolat Zamrażacz, słychać delikatny szum.Taki dźwięk wydaje gwałtownie ochłodzone powietrze, które zdradza szlak, którym się on porusza. Bywalcy pubu mogą ujrzeć, jak za Izolatem ciągnie się smuga nagle zamrożonej pary wodnej, a potem kryształki lodu, które pozostawił za sobą - i które dokładnie oddają kształt Izolata, widać jego głowę, szyję, ramiona oraz korpus ciała - nagle z delikatnym sykiem ulegają sublimacji i parują, raz jeszcze oddając jego figurę.
To bardzo piękne i ciekawe zjawisko.
Rozmowy przy barze nikną jak ucięte nożem do krojenia cytryn. Nawet jeśli przed chwilą wszyscy śmieli się do rozpuku z grubiańskich żartów, to teraz strapieni i zamyśleni oglądają paznokcie i drapią się po głowach. Nikt nie wie, co będzie dalej. Izolat sadowi się przy barze. Zamawia najzimniejsze piwo i bez słowa wpatruje się w witrynę lodówek. Nawet zimą po jego czole spływa kropelka potu.
Izolat przybiera marsową minę, wzdycha do siebie i rozmawia sam ze sobą. Nikt nie wie, o czym, bo Izolat Zamrażacz pochodzi z tak dalekiego kraju, że żaden z Bywalców nie zna jego mowy.
Zwykle potrzeba trzech minut, by bar opustoszał. Bywalcy odstawiają butelki i szklanki, bo zamarzają im palce. Po chwili szkło na ladzie pęka jednocześnie, jak na rozkaz. To jedna z tajemniczych sztuczek Izolata.
Lodówki wyłączają się. Bar pustoszeje. Wszyscy przenoszą się w inne rejony. Tam (...)

--- cały tekst ---

9 grudnia 2013

proza

Greg Essential
Greg Essential

Nadymacz Samowzbudek (BESTIARIUM BAROWE c.d.)

Cechą charakterystyczną jest fascynująca badaczy zdolność błyskawicznego nadymania podgardla: nawet do trzykrotnie większych rozmiarów. Nadymacz wykonuje wtedy stereotypowe owadzie ruchy rozglądając się najpierw w lewo, potem w prawo, znowu w lewo itd. Poprawia czerwony krawat, strzepuje niewidoczny pyłek z błyszczącej marynarki.Zamawiając najdroższe alkohole przy barze staje na palcach, aby stać się bardziej widoczny. Zazwyczaj kładzie przy sobie ostentacyjnie najnowszy model intergalaktycznego komunikatora, rozpina czasoprzestrzenne tunele z siedmioma rozmówcami z równoległych światów, prowadząc ożywione dyskusje dotyczące zakupu platynowej planetoidy, czy całej planety ze złota w systemie Fomalhaut.
Szybko jednak pod wpływem wielce szkodliwego dlań alkoholu traci rezon: następuje u Nadymacza Samowzbudka wytrzeszcz oraz przekrwienie szypułkowych oczu oraz erekcja plujki jadowej, którą atakuje wszystkie siedzące w sąsiedztwie osoby. Zwykle gubi wtedy swoje ukochane elektroniczne gadżety i zapomina, po co przyszedł do baru.
Fiksacja skromniutkich procesów myślowych u Nadymacza Samowzbudka ogranicza się wówczas do powtarzania we wszystkich możliwych przypadkach dwóch słów „ja” oraz „moje”. Niekiedy, w delirium tremens, uderza piąstkami po barze. Potrafi rzucić kieliszkiem, ale niezbyt celnie. Szybko jednak traci żywotność i przewraca się na stołki. Krańcowo osłabiony czołga się, ciągnąc za sobą (...)

--- cały tekst ---

9 grudnia 2013

proza

Greg Essential
Greg Essential

Niepijak Apollo (BESTIARIUM BAROWE c.d.)

Uwaga: rzadki i pod ścisłą ochroną. Zazwyczaj siada cichutko przy barze, gdzieś na uboczu albo w kącie, i zwiesza nieśmiało główkę. Szybko musi barman przyjmować od niego zamówienie, bo ucieka przestraszony pijackim rechotem, czy nawet choćby gwarem rozmów. Nie lubi odgłosu brzęczenia kieliszków i szkła. Ciepłolubny, siada przy ekspresie (i ogrzewa się parą wodną) lub przy kominku. Nieśmiało zamawia czajniczek zielonej herbaty lub – jeśli akurat przyleciał z ciepłych krajów – mrożoną kawę. Swoje piękne, tęczowo mieniące się skrzydełka, chowa pod skromną, szaroburą sukienką lub dziurawymi dżinsami.
Wytrawny barman rozpoznaje Niepijaka Apollo natychmiast - po tęsknym i głębokim spojrzeniu oczu, których kolor zmienia się jak w kalejdoskopie - i delikatnie zagaja temat. Nie każdy jednak potrafi poprowadzić z nim rozmowę, bo łatwo go speszyć lub spłoszyć i w takim wypadku nasz rzadki gość szybciutko dopija herbatę czy kawę i znika, by już nigdy więcej się w tym barze nie pojawić.
Pamiętajmy jednak, że nie wolno jednak zbyt długo wpatrywać się w jego oczy, gdyż konsekwencje mogą być nieobliczalne i grożą niebezpiecznym uwiedzeniem barmana. Niepijak Apollo potrafi bowiem zauroczyć opowieściami z dalekich krajów i światów innych niż nasz.
Interesujący i rzadki jest nie tylko dlatego, iż pochłania książki, pisze dziwne i niestworzone historyjki, maluje albo rzeźbi tudzież ćwiczy (...)

--- cały tekst ---

9 grudnia 2013

proza

Greg Essential
Greg Essential

Przyklejak Zanudek (BESTIARIUM BAROWE )

Dość pospolity w naszym klimacie. Zimuje przy barze, oczekując cierpliwie całymi wieczorami, przy piwie, na swe ofiary.Jeśli w okresie godowym, stroszy się, poprawia bokobrody i wąsy, pochrząkując nie wiadomo co pod kulfoniastym nosem. Poluje wówczas na samotne egzemplarze płci przeciwnej, przy czym jednak dziwnym trafem głównie na samice, bo Przyklejak Zanudek to jednak przede wszystkim egzemplarz męski: ma czerwone oczka, pluje śliną i nerwowo grzebie wiecznie w kieszeniach. I to jest zastanawiające...
Siedzi do zamknięcia i trzeba wypraszać. Z otworu gębowego niestrudzenie sączy lepką maź półsłówek, z których drugą parą kończyn szybko tka niewidzialną pajęczą sieć.
Służy mu do zarzucania na sąsiednie stołki lub stoliki i przyciągania swych ofiar. Nie pomaga odganianie się ani udawanie, że nic nie rozumiemy albo jesteśmy głusi. Przyklejak Zanudek jest uporczywy i niestrudzony jak mucha. Można mu potakiwać, ale to nie jest dobra taktyka. Albowiem tę samą historyjkę swą potrafi opowiadać przez pięć wieczorów pod rząd – nie zmieniając przecinka i wykonując stereotypowe ruchy zalotne. Mianowicie poprawia resztkę grzywki wielkim żółtym grzebieniem, który nosi w kieszeni. Tudzież wyciąga zmiętą fotografię dzieci lub byłej żony.
Złapana w sięć ofiara może jedynie liczyć na współczucie barmana. Przyklejak Zanudek lubi pokątnie obmacywać panny pod szynkwasem. Udaje wówczas, że niby (...)

--- cały tekst ---

9 grudnia 2013

proza

Greg Essential
Greg Essential

Gorzko-kwaśne bajeczki

Była sobie Hydrozynka, co miała swoje majteczki w czerwone grochy. Bardzo była z nich dumna i lubiła w nich paradować.Ale przyszedł raz do niej Tyciputek i zaraz się zaczął śmiać do rozpuku: - Ale masz gaciory brzydaśne, fuj! Jak można w czymś takim chodzić?I Tyciputek wyciągnął z kieszeni w spodenkach (lewej, bo w prawej urosła straaaaszna dziura) zieloną kulkę, magnes do łapania much i urywania im nóżek, oraz kawałek lusterka.
Zaczął puszczać zajączki i podpalać czerwone grochy w majteczkach Hydrozynki.
I już, już byłaby okrrropna awantura, ale nagle przez lusterko wypadł Albercik z dużym żółtym grzebieniem w tylnej kieszonce od rajtuzów (wiadomo, że rajtuzy są bez kieszonek, ale co tu dużo mówić, z Albercikiem się nie pogada). No i Albercik zabrał zieloną kulkę Tyciputkowi, a ten się rozpłakał i usiadł, bo się jakoś nie mógł pozbierać, a poza tym brakowało mu na oranżadę w proszku.
A Albercik zaczął się zbliżać z tym swoim żółtym grzebieniem i zbliżać do Hydrozynki, aż się zrobiło jakoś tak strasznie dziwnie i nieprzyjemnie...

25 października 2013

proza

Greg Essential
Greg Essential

Uwolnienie matki

Matka odeszła dzisiaj rano. Dokąd, tego nie wiem.
Są tacy, którzy twierdzą, że wiedzą, dokąd mogła teraz pójść. Ludzie ci nie tylko zresztą posiadają taką wyjątkową wiedzę, ale także są w stanie dokładnie opisać wszystko, co się z nią teraz dzieje: gdzie jest, w którym kręgu niebios lub świata astralnego przebywa, co tam teraz porabia i dokąd się udała w tej starej, brązowej sukience, którą zawczasu sobie przyszykowała. Tak samo jak buty i czarne rajstopy, które teraz pani Julia niezręcznymi ruchami zakłada matce na bezwładne nogi.
Myślę sobie jednak, że to nic pewnego. Nie powinno się ufać ludziom, którzy z całkowitym przekonaniem opowiadają rzeczy, których nigdy nie widzieli na własne oczy. O mamie nie mogę teraz powiedzieć nic pewnego. Nic poza tym, że leży oto na starej żółtej wersalce z pękniętą śrubą z jednej strony, przez co był kłopot z jej składaniem i rozkładaniem. Obok krząta się pani Julia, co chwila wzdychając ciężko „Boże, Boże, na co jej przyszło?” albo „co też to życie jest warte?”. Staram się nie słuchać jej narzekań i przyglądam się matce usiłując zrozumieć, co się stało.
Twarz jej już się uspokoiła, jakby wygładziła. Powieka lewego oka trochę się nie domyka; mimo, że dwa razy ją poprawiałem, wciąż co chwilę delikatnie się unosi. Zastanawiam się, czy może coś widzieć przez tę niedomkniętą powiekę, ale to chyba niemożliwe. A (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się