Elphias
WSZYSTKIE PRACE Poezja (4) Proza (17)
O autorze Znajomi (1)

Zmiana sposobu prezentacji

9 września 2012

proza

Elphias
Elphias

Zawsze


“Zawsze muszę wszystko spierdolić na starcie” – pomyślał Jack wchodząc do swojego ciemnego pokoju. Znaleźć w tym pomieszczeniu można było tylko łóżko i jedną komodę, w której trzymał wszystkie ubrania. Na blacie leżała paczka papierosów, pusta butelka po whiskey i popielniczka z niedopalonym petem. Koło łóżka stała kolejna butelka po jakimś alkoholu i dwie paczki kondomów. Na suficie widać było plamy od podpalania go świecami, a dodatkowo wisiała tam lina, tak na wszelki wypadek.
Jack nie był typem gościa, który rozumiał wszystko, co się wokół niego dzieje. Wiele rzeczy omijało jego osobę, a jeszcze więcej miał w dupie. Bo po co się martwić czymś tak przyziemnym jak jedzenie czy kontakt z rodzicami. Lubił sobie wypić, jeszcze bardziej zajmowało go palenie papierosów. Jednak jego największym problemem były dragi. Marihuana to był początek, teraz musi dawać po kablach. Nie zaczyna dnia bez małego zastrzyku.
Mimo, że mógł sobie dobrze ułożyć życie, mimo że mógł być kimś wysoko postawionym, oddał się przyjemnościom. Nie ma przecież nic piękniejszego niż latanie z głową w chmurach. Ponadto uwielbia rozbijać komuś ryj pod pobliskim pubem o przekornej nazwie “Wielka pięść”. Jack nie wie jednak ile jeszcze przed nim męczarni.
Poznał raz piękną, mądrą dziewczynę. Niestety nie przypasowali sobie, bo ona była czysta całe życie, a on od rana do nocy naćpany. Na (...)

--- cały tekst ---

25 czerwca 2012

proza

Elphias
Elphias

Uciekałem

To miejsce, nazywane przez wszystkich pospolicie domem, nigdy nie było takie, jakim sobie je wymarzyłem. Od rana do wieczora słyszałem krzyki matki i ojca, brzdęk tłuczonych talerzy i płacz sześciomiesięcznej siostry. Ściany były tam brudne, zachodziły grzybem, a farba z nich odchodziła całymi płatami. Wstydziłem się. Do mojego pokoju, nawet do domu, nigdy nikogo nie zaprosiłem. Bałem się wyśmiania w szkole lub na podwórku, choć i tak wszyscy wiedzieli co się dzieje za drzwiami domu na ul. Szarpanej 52.

Tata od rana do nocy pił. Pamiętam tylko jak siedział w swoim fotelu, a w ręku miał butlę wódki. Zawsze te same, obdarte ubrania, dziurawe skarpety i śmierdzący pysk. Miał wykształcenie, a oddał się nałogom. Był w moim życiu przez lat 17, później się powiesił. Znalazłem jego zwłoki w stajence, niedaleko komórki na miotły. Ulżyło mi, gdy widziałem wiszące zwłoki tyrana, który swoje racje udowadniał siłą. Nie ćwiczyłem na w-fie, bo wstydziłem się blizn i siniaków na torsie.

Mama? A kto to jest? Przewijała się jakaś kobieta po domu, nie okazując żadnych uczuć ani mi ani siostrze. Przynosiła tylko ojcu kolejne flaszki, a mi jedzenie oraz pieluchy z tetry dla siostry. Prałem, myłem naczynia, przewijałem. Po śmierci ojca sama zaczęła pić. Zniszczyła się bardzo. Amelia miała cztery lata, gdy ją odebrali do domu dziecka, bo kobieta, która powinna otaczać nas opieką straciła (...)

--- cały tekst ---

14 czerwca 2012

proza

Elphias
Elphias

Jak po szybie deszcz

Me oczy nie patrzą w stronę, którą mi wskazywałaś. Znów stoczyłem się na dno i zatraciłem w smaku kawy i papierosów. Tym razem nie jest to ranek, ale czerwcowy wieczór, a za oknem znów pada deszcz. Dokładnie tak, jak przed laty, gdy poznałem Ciebie. To nie jest normalne. Pisałaś mi listy zza granicy, dzwoniłaś jak tylko miałaś czas. Dlaczego przestałaś? Moją winą zapewne jest to, że straciliśmy kontakt. To przecież tak oczywiste. Kolejny raz biję ścianę, żeby odreagować, ale nie odczuwam nic innego poza większym bólem fizycznym. Po każdym uderzeniu boli mnie dłoń, puchną kostki palców,  a Ty i tak nie wracasz. Nie odzywasz się dalej mimo, że wyryłem już sporą dziurę w cegłach. Czemu?
Dziwi mnie to, że przez jeden nałóg odwróciłaś się ode mnie. Przedstawiałem alkohol nad Ciebie i Twoje racje. Ale czy nie byłaś trochę egoistyczna? Do tej pory lubię zadzwonić na Pogotowie Alkoholowe i zamówić flaszkę, aby pić do lustra i mieć chociaż z kim porozmawiać w zacisznym miejscu mego domu, łazience. Wtedy patrzę na swe odbicie i czuję ten sam wstręt, jaki czuć musiałaś Ty do mej osoby. Lubię też pośpiewać, choć mi to nie wychodzi. “And U can hide, I’ll find U.” Idealnie dobrane słowa do archeologicznego typu życia jaki prowadzę, prawda? Od zawsze ciągnęło mnie do destrukcyjnych rzeczy, ale teraz jest jeszcze gorzej. Jedna butelka to za mało, więc potrafię dzwonić po trzy, a później (...)

--- cały tekst ---

7 kwietnia 2012

proza

Elphias
Elphias

Zabrano mi świat!

Nienawidzę samotnych wieczorów. Najbardziej bolesną chwilą jest chyba
ta, w której nie mogę dotknąć Twego ciała. Nie podoba mi się
perspektywa alienowania się przed komputerem. Raczej nie. Fakt, mam
kawę, zapalonego papierosa. Jednak nie zastąpi mi to Ciebie. Co by
człowiek mógł zrobić aby odzyskać stracony czas? Co by zrobił, aby
powrócić w te miejsca, w których Cię całował, dotykał, spał z Tobą? Ileż
jeszcze czasu spędzę w taki sposób? Mam nadzieję, że niedługo się
zjawisz.
Zabrano mi oczy. Chyba tylko po to, żebym nie ubolewał nad brakiem
widoku Twoich. Nie mam także rąk. Przecież i tak nie mógłbym niczego
dotknąć. Nogi też mi zabrali. Zrobili to po to, abym do Ciebie nie
ruszył. Nie potrzebuję tego. Mam nadzieję, że nadal słyszysz me myśli i
potrafisz rozpoznać niektóre sygnały. Jak się mogę czuć w takich
chwilach?
Pamiętam Twój zapach. Był taki słodki. Przyjemnym mógłbym go nazwać.
Zawsze, gdy byłem w Twoim otoczeniu czułem woń truskawek i skoszonej
trawy. Tak. Dobrze pamiętasz. To moje ulubione. Smakowałaś jak mleczna
czekolada, która rozpływa się w ustach pod wpływem ciepła. Też tak
miałaś. Rozpływałaś się w momentach, w których danym mi było całować Cię
po całym ciele. Raczej nie zaznam już tego.
Nienawidzę ich za to, że zabrali mi Cię (...)

--- cały tekst ---

13 grudnia 2011

proza

Elphias
Elphias

Ojciec.

- Zabiłeś go prawda?
-Tak, panie komisarzu, zabiłem ojca.
- Czemu mówisz o tym tak bez uczuć?
-Otóż… Nie był on zwykłym człowiekiem. Nie wiem nawet czy mógłbym go tak nazwać. Może i potworem był?
- Opowiedz mi o tym…
- Był listopadowy ranek. Jak zawsze wstałem i nim cokolwiek zrobiłem,
włączyłem muzykę. Jaki to był zespół to panu nie powiem, bo nie
pamiętam. Od początku dnia chodziłem jakiś rozkojarzony. Po porannej
toalecie i zjedzonym śniadaniu (jajecznica na boczku plus kubek gorącej
kawy z cynamonem) zaczął się armagedon, ragnarok czy jak kto woli
apokalipsa. Poszedłem do swojego pokoju i rozpętał mi piekło. Nie był to
pierwszy raz, wie pan? Otóż od 13 roku życia katował mnie nie tylko
fizycznie, ale wyniszczał mi także psychikę. Ja rozumiem, doskonale
rozumiem, żem do dziadka podobny, ale za jakie winy obrywałem za jego
raka? Nie moja przecież wina, że dziadzio zmarł. Ojciec wpadł w depresję
i się leczył, ale i tak każdą swoją złość odbijał na mnie. Chciałem
poprawy i czekałem długo, ale 7 lat to już przesada, nie sądzi pan?
Wrócę do tego dnia. mama poszła do pracy. Zapieprza w niej od
poniedziałku do piątku po siedem godzin dziennie – jest nauczycielką.
Ojciec stwierdził chyba, że jak mu źle to może potraktować mnie jak to
biedne dziecko, którym byłem (...)

--- cały tekst ---

8 września 2011

proza

Elphias
Elphias

Mord

Winisz siebie za jej śmierć, prawda? Spuszczasz oczy, więc pewnie mam
rację. Cóż to za życie ze świadomością, że przyczyniło się do zgonu tak
bliskiej sobie osoby? Nie, nie namawiam cię do samobójstwa, skądże
znowu! Proszę cię, debila ze mnie nie rób. Widzę jak ta sprawa staje się
dla ciebie wewnętrznym pasożytem, który zżera ci mózg, a następnie
uderzy w soczyste serce. Ale wiesz co? Zbliż się. Nie chcę tego mówić
głośno. O tak, jeszcze bliżej. No przystaw uszko do moich warg. Jak to
zrobiłaś? Najpierw rozprułaś jej brzuch, czy może pierwszą wykonaną
przez ciebie... Nie odsuwaj się! Chcesz żebym krzyczał? Chcesz żebym do
kurwy nędzy krzyczał w środku parku na ciebie?! Twoje ciało powoli
zaczyna gnić, oczy straciły blask. Cuchniesz! Cuchniesz śmiercią i
rozkładającym się ciałem. Masz trędowatą duszę wiesz? Teraz powoli,
taaak powolutku będą odpadać jej rączki, nóżki, główka... prawie jak
Marcie nie? Przypomnij sobie i narysuj mi jak wyglądała tuż po
morderczym akcie. Weź ode mnie tę kartkę oraz ołówek i zwyczajnie to
zrób. Przecież wiem, że umiesz rysować. O tak, pięknie ci idzie. Nawet
krew narysowałaś.. Jaka zdolna dziewczynka!
A teraz powtórz mi jeszcze raz, ale tak żebym słyszał, jak do tego
doszło. Nie! Nie! Nie! Powiedziałem powtórz, a nie kłam. Nie (...)

--- cały tekst ---

28 marca 2011

proza

Elphias
Elphias

Skarga muzyka

Zaległaś w mym sercu. Czemu? Tego ci nie powiem, to zbyt ciężkie. Choć ubrana byłaś w płaszcz czarny, potrafiłem przejrzeć go na wylot i dojrzeć twe blade ciało, skrzące się pod nim niczym gwiazdy odbite na tafli jeziora nocną porą. Przez całą wieczność spędzoną u Twego boku myślałem, a wręcz pewnym byłem, że pod twym płaszczem nie ma nic. Przecież widziałem zarys sutków przesuniętych od środka delikatnie w bok. Widziałem, jak za każdy razem gdy siadasz, zasłaniasz szczelnie okolice intymne, zapewne po to, aby zimny wiatr nie skalał twego łona. Zrobiłaś mi bagno z głowy.
Teraz patrzę jak umierasz. Toniesz w swojej melodii. Nuty zapisujesz na pięciolinii swoją krwią, zaś instrumentem są usta twoje. Poruszasz się niczym dyrygent orkiestry. Zmuszasz każdy organ wewnątrz swego ciała do nadnaturalnego wysiłku tylko po to, aby powstała melodia. „Ależ gracja”! - pomyśleliby zapewne tak ludzie, którzy ukończyli akademię muzyczną. „Poświęcić siebie dla muzyki to najwyższa forma sztuki!”. Cóż za brednie! Głowa mi pęka od sygnałów, które niby subtelnie a jednak tak dotkliwie ranią mój umysł. Cicha melodyjka przeradza się w coraz to głośniejszą galę instrumentów. Z twych ust wypływają już potoki krwi. Bryzgasz życiodajnym płynem na prawo i lewo tworząc tym samym obrazy. Okrutnie jest tak siedzieć i przyglądać się temu. Przykułaś mnie jednak strachem do tego fotela obitego starą już (...)

--- cały tekst ---

22 marca 2011

proza

Elphias
Elphias

Lewa noga

 Wstałaś lewą nogą, nieprawdaż? Nie, nie wymiguj się. Widzę przecież ten grymas goryczy i braku czegoś w twoim życiu. Zazwyczaj twoja twarz nie wyraża emocji, jesteś taka obojętna. Dobrze pamiętam, że nie ruszyła cię śmierć babci i wujka w wypadku samochodowym. Żyjesz przecież w tym swoim małym, zamkniętym pokoju, który nazywasz przekornie najpiękniejszym miejscem na ziemi. Posiadasz nawet przyjaciela. Czy kogokolwiek może to obchodzić, że stronisz od ludzi a najbardziej ufasz jednemu zwierzęciu jakim jest rudy, dwunastoletni kot? Wątpię w to. Lubię, gdy odwracasz głowę, tak jak w tym momencie i szukasz za oknem lepszego jutra.
   Może wyjdziesz w końcu ze swojej celi i zanurzysz się bez końca w świeżym powietrzu? Okno twego pokoju nie było już tak długo otwierane. Dusisz się nagromadzonymi tu emocjami niczym ludzie smogiem w zatłoczonym mieście. Trafiam w sedno? Boję się, że tak, ale czekam zarazem na pewną reakcję, wybuch emocji. Jesteś w stanie zafundować mi trochę adrenaliny.
  Ubierz się proszę. Lubię spoglądać na twe nagie ciało, ale z dnia na dzień jesteś chudsza i coraz to bardziej wystające kości biodrowe zaczynają mnie obrzydzać. Chyba nie chcesz, aby ta piękna, sosnowa podłoga została ubrudzona resztkami śniadania, których zapewne nie strawił jeszcze mój żołądek. Widzę jak dygoczesz. Czyżby robiło ci się zimno? Niewiarygodne! Mamy przecież środek lata.
   (...)

--- cały tekst ---

13 grudnia 2010

proza

Elphias
Elphias

Król barłogu część III

Do szkoły wróciłem po dwóch tygodniach nieobecności od czasu, gdy przypomniałem sobie śmierć mamy. Nie było mi lekko nadrobić tylu zaległości. Pocieszył mnie jednak fakt, że pogoda nie była taka zła i nadal mogłem przesiadywać na plaży z kartką papieru i rysować zachody słońca. Dziwnie mnie uspokajały te zjawiska przyrodnicze, które zachodziły nad morską tonią.
W budzie spotkałem kilku muzyków. Chłopacy grali na gitarach, śpiewali i posiadali bębniarza, ale brak im było basisty. Zgodziłem się bez żadnego namysłu. Nie mam teraz czego żałować, gdyż gramy do dzisiaj. Zaczynając jednak od początku należy powiedzieć, a raczej napisać, że nie było kolorowo. Pierwsze próby i od razu pierwsze zgrzyty. Różnice charakterów, chęć grania czego innego, jednak poszliśmy na kompromis. Nazwaliśmy swój zespół Dead Alice i tworzyliśmy progresywny alternatyw muzyczny. Nasze piosenki opierały się na kilku skalach, miały złożone przejścia i mocne teksty. Od początku wiedzieliśmy, że jesteśmy stworzeni do życia scenicznego. Paradoks sam w sobie, albowiem jak wspominałem prędzej do najbardziej otwartych osób nie należałem.
Swój pierwszy występ mieliśmy na balu maturalnym, który odbył się 26 stycznia. Tłum szalał, a w nas wstąpiły jak gdyby nowe osobowości. Potrafiliśmy się bawić tym, co robiliśmy i przynosiło nam to nie lada satysfakcję. Nasz repertuar był ciągle poszerzany o nowe numery i (...)

--- cały tekst ---

8 grudnia 2010

proza

Elphias
Elphias

Król barłogu dalsza część

Nadszedł dzień 22 września. Niestety nie kojarzy mi się on zbyt dobrze. To właśnie wtedy zmarła moja mama. Pamiętam każdy detal tego nieszczęsnego dnia, jakby to było wczoraj. Jak co rano poszedłem do szkoły, przesiedziałem tam sześć godzin, po czym wróciłem do domu. Nic się jeszcze nie działo. Wyszedłem z domu o godzinie 15:00 i wiem, że nie wybaczę sobie tego do końca mojego życia.
Każdego popołudnia wybierałem się do chłopaków na niezbyt dobrą dzielnicę mojego miasta. Niby nic takiego, ale w podwórzu przy kamienicy, w której zawsze odbywały się nasze meetingi była raptem jedna ławka i trzepak. Życie tam polegało na przesiadywaniu przez kilka godzin na wyżej wymienionej ławce tudzież ziemi. Mówi się, nic specjalnego. Jednak tego dnia było inaczej. W wieku 10 lat nie myślało się o żadnych używkach mimo tego, iż widzieliśmy jak starsi chłopacy wstrzykują sobie heroinę prosto do żył. Mój świat to była istna sielanka. Ciepły dom, dobre oceny w szkole i wspaniali znajomi. Nie przyjaźnili się ze mną tylko dlatego, że miałem pieniądze. Robili to ze względu na mój charakter. Wspominałem już prędzej, że nie jestem zbyt otwartą osobą. Jednak zmiany te nastąpiły we mnie dopiero po śmierci mamy. Chciałbym, aby czasy sprzed 8 lat wróciły. Ha, kto by nie chciał? Niczym się zupełnie nie przejmowałem tego dnia. Śmiałem się, żartowałem i grałem w piłkę z przyjaciółmi. Zenek nie raz (...)

--- cały tekst ---

4 grudnia 2010

proza

Elphias
Elphias

Król barłogu.

-Wiesz, co chcesz robić w życiu?
- Tak.. tak sądzę.
- A masz jakiś plan, jak do tego dążyć?
- Myślę, że wiem w jaki sposób to zrobić.

Słowa mojego ojca po dziś dzień drylują mój zdegenerowany umysł. Niby nic szczególnego, ale wtedy wiedziałem, że chcę być dobrym człowiekiem.
Wszystko zaczęło się, gdy kupiliśmy nowy dom. Znajdował się on nieopodal klifu, w całkiem malowniczej okolicy. Z wielkomiejskiego syfu przenieśliśmy się z rodziną do wioski położonej niedaleko morza. Nie był to mój, ani mojej siostry wybór, ale tyko i wyłącznie mojego ojca. Straciłem mamę, gdy miałem 10 lat i do tej pory w zakamarkach mojej podświadomości kryję żal do Boga, że odebrał mi moją ostoję w świecie pełnym kurestwa. Z miasta wyjechaliśmy dlatego, że zbyt wiele kojarzyło nam się z mamą. Strata tej wspaniałej kobiety bardzo mocno dotknęła moją rodzinę. Młodsza siostra, Tania, nie znała jej zbyt dobrze, gdyż miała zaledwie 4 lata, jak mama opuściła ten świat.
Wioska, do której się wprowadziliśmy, wyglądała na malowniczo położoną osadę ubogich rolników. Nasz dom? Czysta sielanka. Mała parterówka z poddaszem, kupiona po jakiejś rodzinie, która wyniosła się stąd, kiedy ich córeczka spadła z klifu. Przez kilka dni nasłuchałem się opowieści jak to straszy okropnie w tym należącym już do nas budynku, ale jakoś tego nie zauważyłem.
Do Mervbridge zjechałem (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się