Ocynk bije po oknach. wtedy noc jest biała
na szpitalnym dziedzińcu. zresztą, kto by tam spał
gdy ostatni posiłek był punkt siedemnasta
szczególnie uszy drażni odgłos cateringu
co go pcha kobiecina ubrana jak praczka
podobno na stół Pana. dziś znowu zamawiał.
powieźli jeszcze ciepłe, takie wprost od matki
niczym bochenek z pieca na tacy z przykryciem
dla niej zostanie kopiec usypać, odwiedzać
i jeszcze lędźwie ćwiczyć, żeby zapomniały.
mówią, że wpadł psychiatra by ogarnąć temat
nie wiem, ale pamiętam jak przestała krzyczeć
Oby nie Bartku, oby nie:) Póki co więcej 'szpitalnych' nie mam:) Alle te dwa ostatnie faktycznie "żywe są". Pozdrawiam:)
zgłoś
taki dobry a ja go nie znam? to nie może tak pozostać! już lepiej.
zgłoś
Potwierdzam,nie zaprzeczam. znam z autopsji. Wiersz doskonały.
zgłoś