Ostatniej nocy byłam martwą szamanką
ułożoną na wzgórzu, gotową do spalenia.
Miałam się ulotnić do nieba, śpiewali o tym
ci, którzy z czcią obsiedli stos, czekając
wiatru, by mnie podpalić, rytualnie
rozwiać w pośmiertnym tańcu. I pożegnać.
Taki sen dobrze zapamiętać, wykorzystać
okazję, kiedy możesz kołować nad sobą
jeszcze cielesną, w jednym kawałku, ciepłą
i znajomą. Taką, mimo śmierci, pełną mocy.
Kiedyś, gdy to nadejdzie, żeby mnie zabrać
– czasu zabraknie, na taką lucky luz jak teraz,
kiedy po raz kolejny kartkuję noc spokojnie.
Nie drżę, nie uciekam, przeglądam śmierć.
Panie Aleksandrze - kolejny dzisiaj śmiertelnik. I to chyba na tyle:)
zgłoś
fajnie, ale i dobrze, ze na tyle; dzieki :))
zgłoś
Te twoje śmiertelniki Mirko- BOSKIEi:):)
zgłoś
Różewicz - o ile pamietam - pisał o własnej śmierci, która była tuż tuż, kiedy miał około czterdziestu lat. Może to takie zaklinanie, które w rezultacie przyczynia się do długowieczności?
zgłoś
Coś jest na rzeczy , gdy ciągle piszemy o śmierci ta- nas omija łukiem:):)
zgłoś
no ale sa wyjatki, Jarku, Baczynski na przyklad--pewnie nieszczesnik za duzo pisal o milosci
zgłoś
hehe:)
zgłoś
wszyscy za dużo piszą o miłości, dobry tekst.
zgłoś
Pani Mirko, jam nowicjusz całkiem, ale to jest po prostu piękny tekst.Pozdrowienia
zgłoś