|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (229) Proza (3) Dziennik (5) Fotografia (7) Książki (1)
Pocztówka poetycka (4) O autorze Znajomi (50) | |
Zmiana sposobu prezentacji
wiosna
wiosna pachnie krwią
układanie w pękających oczach
gęsi
dzikie gęsi rozpruwają niebo
porzucanie granic
twarz
jej złota twarz
płowieje w dziurawym szalu
Życzę wspaniałych Świąt Wielkanocnych, spędzonych wśród najbliższych. Bez względu na pogodę - niech Wam nie braknie ciepła - nie tylko w tym wyjątkowym czasie, ale w ogóle, w Waszym życiu... :) Bądźcie szczęśliwi, gdziekolwiek jesteście! :) :*
Withkacy Zaborniak „ Piętno umęczonej ziemi”. Recenzja.
Wiersze Withkacego, to swoistego rodzaju literacki i intelektualny przeciąg, który doskonale przewietrzy ludzkie umysły, przeciążone stereotypami, utartymi przez lata poglądami na temat człowieka, religii i wiary oraz mam nadzieję, naruszy pewne tabu, tak bardzo pielęgnowane przez wielu.
Poeta przepełniony jest sprzecznymi odczuciami i dostrzega wszechobecny kryzys wartości estetyczno-moralnych, poczynając od kondycji świata, a kończąc na jednostce, często odrzucanej i nie rozumianej w rzeczywistości, którą zawładnęło pożądanie i materializm.
Tekstem, wyznaczającym moim zdaniem, kierunek całej książce jest „ po drugiej stronie”, gdzie poeta jasno mówi, że tylko i wyłącznie nadzieja, choćby nawet ta najbardziej wątła, potrafi uchronić człowieka od upadku oraz moralnej zagłady.
Lecz, jeśli ktokolwiek spodziewa się wierszy stricte religijnych, przepełnionych infantylną metaforyką czy nadmiernym patetyzowaniem, niestety zawiedzie się.
Tom, sądząc po zawartości merytorycznej, a nie ilości stron, zawiera utwory o mocnym przekazie, stawiające pytania przez człowieka doświadczonego, poszukującego i mającego swoje, określone poglądy, do których tak wielu z nas nie przyznaje się w obawie przed reakcją otoczenia, o czym mowa w wierszu „Na mocy krwi” oraz „ w codziennie potykam się o kamień”, gdzie słowa doprowadzają, zdaniem podmiotu do gehenny.
--- cały tekst ---
Nie mamy w domu prądu, radia, telewizora i komputera. Nie używamy telefonów komórkowych. Nie wiem co to jest internet. Wiadomości zostawiasz mi na piasku. Piszesz patykiem, a ja muszę przeczytać, zanim zapadnie zmrok, albo zerwie się wiatr, który jednym ruchem zmiecie wszystko.
Nie korzystamy z łazienki. Swoje potrzeby załatwiamy do dwóch dołków wykopanych w ziemi, co potem zasypujemy piaskiem i liśćmi. Śmieją się z nas, że wyglądamy jak jaskiniowcy, bo zamiast ubrań nosimy worki, przeciągnięte przez głowę, z dziurami wyciętymi na ręce.
Nie czeszę włosów, nie depiliuję ciała. Mało mnie to interesuje, ciebie chyba też. Najważniejsze, że płynie rzeka. Dźwigamy wiadra, wsłuchując się w pieśni naszych braci- ptaków. Świeci słońce, a trawa pieści stopy.
Nasze dzieci wykarmimy pokrzywami i kozim mlekiem. Będą biegały nago po łące. Trzymasz głowę na moich owłosionych kolanach. Źdźbłem owsa głaszczę zakurzone policzki i jest mi z tym cholernie dobrze. Jest tak, jak być powinno i jak zawsze będzie. Ludzkie gadanie to tylko woda na młyn, lecz my potrafimy się tego wyzbyć.
Świat jest pełen małych pożegnań.
Są takie wiersze (choć wiem, że trudno poniższy tekst takim nazwać), których lepiej nie podpisywać datami i takie dni, w których nie powinno się pisać wierszy...
Teraz to mi wszystko jedno,
mogę zjeść nawet mielonego na obiad,
chociaż nienawidzę.
Ścieram ślady z szyb po jej brązowym nosie
i czyszczę pufę z sierści tak mocno,
jakbym chciała wydrzeć ból spod skóry.
(...)
--- cały tekst ---
