17 października 2010

poezja

Pi.
Pi.

drobny incydent w Złotych Tarasach

nagle zażyczył sobie ruchomych schodów
stąd do chmur. i poręczy ze skóry kusiciela
pozbawionej tarcia. szło jak po maśle,

w górę i w górę. rysy na powierzchni świata,
które były wąwozami jeszcze przed chwilą,
to zaledwie niewprawnie nabazgrane kreski.

pęknięcia na linii życia. właśnie ich się nigdy
nie dostrzega na czas. zestarzał się z chłopca
w mężczyznę, a potem w starca i już nie był

równoległy do siebie sprzed decydującego
kroku. więcej ich nie było trzeba. jaki chojrak,
prawda? można by przypuszczać, że to nazbyt

dojrzały kłębek żył i zmarszczek. uparty w swoich
oczekiwaniach, lub na tyle głupi by nie pomyśleć
na opak o najprostszej drodze przez poręcz.

w przyśpieszeniu śmiertelnie zgodnym z fizyką
udało się osiągnąć cel, dusza utknęła podobno
wśród sezonowych wyprzedaży. ciało wciąż leci.

Saranova
17 października 2010 o 16:55

Wart czytania i uwagi. Skondensowane studium przemijania naszkicowane oszczędnie i bardzo trafnie. :)

zgłoś

Jarosław Trześniewski
22 października 2010 o 22:09

Pi, a ja akurat nie znoszę ruchomych schodów w Złotych...:):)traumatyczny incydent ale jaki:):)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się