bez wstydu się kruszy kolejna krucjata
wymierzona w noc w zatrute oddechy
spragnione twojej zguby w gadzie twarze
mężczyzn w sny o głodzie i mieliźnie
obudzony tkwi jeszcze w odmętach
w gęstniejącym brzuchu dobija do brzegu
naturalnie chmurnej wody w której mieszka
chłopiec o wyostrzonych zmysłach
i zamkniętych oczach chłonie urywki głosów
wyraźne tąpnięcia tonów rejestruje zmiany
ciśnienia to co powiesz wkrótce wykorzysta
przeciwko nam jak świetliste narzędzia
dawnych mędrców pozna i zrozumie ruchy
gwiazd zmiany pór roku dychotomię dobra
i zła wywlecze na zewnątrz wszystko
na czym stoi świat
Podoba mi się zakończenie, reszta jakby za obszerna w epitety. Lubię oszczędność słowną, może dlatego, a może nie ...
zgłoś
bywa :) dzięki i pozdrawiam.
zgłoś
A mi się właśnie podobają takie długie frazy i epitety. Utwór ma duszną atmosferę i klimat.
zgłoś