po kolei odpadają im skrzydła
jak spróchniałe łyko w stuletnim drzewie
potem drętwieją stopy i rozrywają szaty
nić po nitce więdną niczym kwiaty
w zatrutej ziemi której zabrakło wilgoci
osuwają się samotnie pod powierzchnię
snów i po cichu we mgle przechadza
się śmierć
warto było poczekać na taki wiersz, bardzo mi się spodobał
zgłoś
Wiersz dobry. Nie wiem czy to było zamierzone, ale zrymowałaś: "szaty- kwiaty" ;). Podoba mi się ulotność w tym tekście. Jestem na tak! Pozdrawiam ciepło, Karolinko:).
zgłoś
Nie było zamierzone , dziękuję za zwrócenie uwagi Agnieszko :) pozdrawiam
zgłoś
bywa że umierają a potem odżywają na nowo -ładnie :)
zgłoś
ciekawy opis
zgłoś
Marzenia któż ich nie ma,podoba mi się ożywienie marzeń- interesujące
zgłoś