29 sierpnia 2010

poezja

Carrie
Carrie

"Późnonocny spektakl o zabarwieniu erotycznym"

dziesiąta trzydzieści.wieczór.dawno wystygła
kolacja.powoli dopala się druga świeca woskiem
ornamentując obrus.House przestał mnie uwodzić
cynizmem. wolałabym z kimś innym zagrać w doktora.

leniwie zsuwam spódnicę.prześcieradłem gładząc
nierówności na udach.słyszę.skrzypienie drzwi
do klatki schodowej.rozgrzewam się.nie to nie ty.
ty tupiesz. pewnie to sąsiad z naprzeciwka.

zdejmuje buty.czarne na szpilkach.lubiłeś
kiedy wbijałam ci je w pośladki szczytując.
drżę.wiatr przez uchylone okno ciekawsko
zagląda mi między nogi.to nie dla niego.

rozpinam haftki.po sutkach falują włosy.
oczy mam wielkie niczym małe dziecko
w sklepie ze słodyczami.na czerwone usta
samoistnie wypływa uśmiech.

dźwięk klucza w zamku. odwracam się.
trzęsącym głosem szepczę.

kochanie dzisiaj chcę to zrobić
jak jaskiniowcy

Jarosław Gryzoń
30 sierpnia 2010 o 14:08

baaardzo obrazowy, pobudza wyobraźnię

zgłoś

stateless
30 sierpnia 2010 o 16:19

obrazowość:) in plus, dobrze opowiedziane. tylko mnie te kropeczki nie zawsze odpowiadają:):)

zgłoś

Withkacy
7 stycznia 2011 o 11:15

Wiersz dobry. Dla mnie te obrazy są wywołane jakimś buntem. Hmm..tylko przeciwko czemu, tak głośno sobie myślę.

zgłoś

agnieszka_n
16 stycznia 2011 o 21:44

Genialnie napisane! Nic dodać...nic ująć...BRAWO! :)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się