Żyję nie otwierając oczu
sklejonych codziennością.
Nie nuda tworzy widzenie.
Rzeczy umykają na wyciągnięcie ręki.
Bawią się ze mną w chowanego.
Rechoczą śmiechem tłustym.
Dom pajęczą siecią zasnuty.
Wpadną w nią jak ja.
Żyję sobie cichutko.
Bo jeśli po drugiej stronie
barwy starcza dla wszystkich,
niczym jest szarość dni
bezświetlnych, niejasnych.
Czekanie nie boli.
Przyzwyczajenie tworzy wygodę.
Tylko coś puka, prosi,
byśmy oglądały poranek.
widać dotknięcie melancholii. To rozkoszowanie się nieokresloną utratą. To "tarzanie" się w stopniowym rozpuszczaniu życia niczym bryłki soli. Lubię te klimaty.
zgłoś
jedynie ów śmiech tłusty- tu bym się zastanowił, i jedna kropka za dużo przy niejasnych. Ogólnie -ok.
zgłoś