Codziennie przychodził po chleb
Wyciągał brudne poranione ręce
Na dłoniach w otwartych bliznach
żerowały pasożyty krzywd.
Szorstkość skóry pomieszana z fragmentami niemowlęcego aksamitu.
Chował w przenoszoną reklamówkę kolejny dzień .
Jutro znowu będzie
Czekanie z prośbą o błogosławieństwo.
Pasożyty krzywd? Czyli, że co, żerują na krzywdach? Im ich więcej, tym krzywdy mniej, to pożyteczne chyba, więc gdzie tu logika?
zgłoś
z reguly nie komentuje swoich wierszy ani ich interpretacji ale chyba Pan nie pojal o co tutaj chodzi .Nie oceniam ilosciowej watosci KRZYWD .Pozdrawiam cieplo.Powodzenia
zgłoś
Myślę że to pan nie pojął mojej wypowiedzi, nigdzie nie sugeruję że pan coś ocenia, imho tekst jest nielogiczny, pomijam już jego karkołomność. również pozdrawiam.
zgłoś