ALL WORKS Poetry (19)
About me

CHLEB

Codziennie przychodził po chleb
Wyciągał brudne poranione ręce

Na dłoniach w otwartych bliznach
żerowały pasożyty krzywd.

Szorstkość skóry pomieszana z fragmentami niemowlęcego aksamitu.

Chował w przenoszoną reklamówkę kolejny dzień .
Jutro znowu będzie

Czekanie z prośbą o błogosławieństwo.

Przemko Janiszko
14 may 2010 at 10:09

Pasożyty krzywd? Czyli, że co, żerują na krzywdach? Im ich więcej, tym krzywdy mniej, to pożyteczne chyba, więc gdzie tu logika?

report

konrad koszal
14 may 2010 at 20:41

z reguly nie komentuje swoich wierszy ani ich interpretacji ale chyba Pan nie pojal o co tutaj chodzi .Nie oceniam ilosciowej watosci KRZYWD .Pozdrawiam cieplo.Powodzenia

report

Przemko Janiszko
14 may 2010 at 21:02

Myślę że to pan nie pojął mojej wypowiedzi, nigdzie nie sugeruję że pan coś ocenia, imho tekst jest nielogiczny, pomijam już jego karkołomność. również pozdrawiam.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register