do ciebie modlę się
wydymam wargi
to – mniemam – dodaje mi
powagi przynależnej modlitwie
łamię ręce składam dłonie
kolana do krwi
ból do granic
nie będę mieć bogów cudzych…
niewczesne ablucje duszy
tani odpust biorę jak swój
panie – zbłądziłam
ręce do nieba
plecy w pokorze
w pokoju grzech
O kurde, Maks! Dzięki... hmmm, po syberyjsku;) Ale ja mam dzisiaj imieniny!
zgłoś
hm, max słusznie prawi:):) najlepszego Marto :)
zgłoś
Nie ma tak! Jak najbardziej personalnie biorę... życzenia. Dzięki, Maks:)
zgłoś
Dzięki, JT, a skąd wiesz, żem nie Olaf, Serafin albo Beatrycze? Albo nawet Ludmiła?
zgłoś
Brzmi jakby ktoś przepraszał za nie swoje błędy w nie swoim postrzeganiu, daj spokój, takie cierpienie (jakkolwiek by nie było wewnętrzne) zawsze będzie odebrane jak przedstawienie w skansenie.
zgłoś
Słowem - poległam. Nie wyszedł mi przekaz. Miało być o toksycznym związku i chorobliwej uległości aż do zatracenia siebie. Cóż... sarkazm i przewrotność to niełatwy środek przekazu. Pozdrawiam wszystkich z wdzięcznością, że jednak czytacie i radzicie.
zgłoś
Wstań i idź...
zgłoś